W odniesieniu do równie powszechnego zła nie miała sensu w starożytności: jeśli życie człowieka jest określone przez przeznaczenie i odwieczny cykl rzeczy – a taka jest wizja wszystkich starożytnych kultur – to nawet bohaterowie nie mogą niczego zmienić.
Chęć zmiany kondycji ludzkiej złożonej z dobra i zła może jedynie zakłócić kosmiczny porządek, którego harmonię musimy nieustannie próbować przywrócić. W porównaniu z tą starożytną mentalnością naród żydowski niósł radykalnie nową nadzieję – nadzieję na zbawienie, które jest w toku i na to przyszłe, oparte nie na zbawczym, ratującym działaniu ludzkim, ale na działaniu samego Boga: On jest Stwórcą, który zawarł przymierze z [wybranym przez siebie] ludem i to On może go zbawić, jeśli pozostanie Mu on wierny.
Ostatecznie zło, od którego ów Bóg może zbawić, jest powszechne, jest to duch zła, a duch ten jest tylko stworzeniem, które się zbuntowało (w przeciwieństwie do tego, czego nauczał mazdaizm, który rozwinął temat aniołów). Oprócz wiary Hebrajczyków w zbawienie, ślad perspektywy kosmicznego zbawienia pojawia się jeszcze w powiązaniu z możliwą pierwotną wiedzą o Bogu, i to jedynie w aluzji, którą odnajdujemy w jednym ze starych tekstów z Ugarit.
Krótko mówiąc, wszechobecną troską starożytnych społeczeństw jest zachowanie harmonii – poprzez zapobieganie, aby sytuacja nie pogorszyła się jeszcze bardziej, w przeciwieństwie do mentalności współczesnej, która ciągle chce wszystko zmieniać i która postrzega stare jako złe, a nowe jako koniecznie dobre. Oczywiste jest, że nastąpiło przejście od jednego do drugiego. Nasz świat jest naprawdę naznaczony ideą zbawienia (obecnego lub przyszłego), nawet w obszarach wykraczających poza te, które zwykle nazywamy „religijnymi”.
Rozważmy na przykład ekologizm, który za pomocą „podatków węglowych”, „czystych” energii, ograniczeń w ruchu drogowym itp. chce nas uratować przed domniemaną nieuchronną katastrofą. Tym, co go głównie odróżnia od prawdziwej ekologii – oprócz faktu, że tylko ta ostatnia opiera się na naukowych podstawach – jest wymachiwanie hasłowym złem, które nie jest rzeczywiste. Tymczasem zanieczyszczenie jest rzeczywiste i jest powiązane z korupcją. W ekologizmie natomiast złem jest sama populacja świata, której liczba miałaby jakoby zagrażać Matce Ziemi.
Weźmy inny przykład. W Indiach hinduistyczna partia BJP przedstawia siebie jako ratującą Hindusów przed złem, którym są jakoby nie-Hindusi, przedstawiani jako najeźdźcy, nawet jeśli oznacza to stworzenie [nacjonalistycznej] tożsamości hinduizmu (hindutva), która nigdy nie istniała. Zbawienie służy tutaj jako narzędzie do mafijnych manipulacji politycznych.
W Afryce zbawienie pojawia się w dyskursie antykolonialnym, utożsamiającym przeszłość sprzed prawie stu lat z absolutnym złem, od którego trzeba się w końcu uwolnić; służy to zatem uzasadnieniu obecnej władzy.
W Chinach partia komunistyczna twierdzi, że jest wybawcą od wszelkiego zła; troszczy się o wszystko, szpiegując i kontrolując życie obywateli w najdrobniejszych szczegółach dla ich domniemanego dobra, i nagradza tych, którzy się dostosowują (tzw. „kredyt społeczny”).
W islamie doktryna oficjalna głosi, że wszystko, co jest wcześniejsze niż islam (a zatem niemuzułmańskie), jest jednoznaczne z obskurantyzmem, wsteczne i złe. Zbawienie nastąpiło, gdy „Prorok” otrzymał Koran, przechowywany dotąd przez Boga w Niebie (i podyktowany mu przez anioła).
Przywołajmy jeszcze inną epokę, inną formę zbawienia: w XVIII wieku świeckie, a następnie naukowe przekonania twierdziły, że przynoszą światło zbawienia na Zachodzie i dlatego dominujący dyskurs nazywał ten wiek oświeceniem (w przeciwieństwie do poprzednich stuleci, które miały być naznaczone złem i obskurantyzmem).
Krótko mówiąc, w skrajnie różnorodnych formach, jawnych lub ukrytych, temat zbawienia jest wszechobecny w naszym świecie, podobnie jak w większości obecnych wierzeń (powinniśmy również wspomnieć o niezliczonych filmach, a nawet o kreskówkach dla dzieci, które wychwalają postać jakiegoś zbawiciela). Każda obiektywna analiza narracji religijnych i im pokrewnych (a zatem również politycznych) może łatwo uwypuklić w nich wymiar zbawienia. Jednak pozostaje on ukryty: odmawia się postrzegania go jako takiego.
Wróćmy do dwóch podanych wyżej przykładów, aby przyjrzeć się, co one oznaczają: z jednej strony mamy typowo zachodni racjonalizm świecki, z drugiej – pochodzący z innej epoki i zupełnie innego kontekstu – islam. Ich zakresy tematyczne wydają się przeciwstawne: podczas, gdy po jednej stronie „Bóg” jest całkowicie nieobecny, to po drugiej przywoływany jest stale. Tymczasem obiektywna analiza obu tych stron ujawnia ich wspólne cechy: chodzi o wyzwolenie z dotychczasowego obskurantyzmu, w którym ludzkość była jakoby do tej pory uwięziona. Słowa mówią same za siebie: dyskurs islamski określa świat przedislamski terminem dżahilja, który dosłownie oznacza ignorantyzm – proszę wybaczyć ten neologizm, ale dokładnie tłumaczy on słowo arabskie i w pełni odpowiada znaczeniu ulubionego przez laicyzm słowa „obskurantyzm”. Po obu też stronach mówi się o wyzwoleniu przez światło i obiecany jest nowy świat.
*
Powyższy tekst jest fragmentem książki "Chrześcijaństwo wobec innych religii". Autor: Édouard-Marie Gallez. Wydawnictwo AA

Starożytne Hippo Regius, współczesna Annaba, którą odwiedza Leon XIV.
Według żydowskiej tradycji był nim Abram, żyjący 2000 lat przed naszą erą w mieście Ur w Babilonii.