Frisko Kid

Czyli poszukiwacze zaginionej Tory.

Reżyser Robert Aldrich zapisał się w historii kinowego westernu złotymi zgłoskami. „Vera Cruz”,  „Ostatnia walka Apacza”, „Ostatni zachód słońca”, „Czworo z Teksasu”, „Ucieczka Ulzany”… – każdy miłośnik gatunku doskonale zna te tytuły. Grywały w nich największe gwiazdy złotej ery Hollywood z Burtem Lancasterem, Kirkiem Douglasem, czy Garym Cooperem na czele.

Nakręcony w 1979 roku „Frisko Kid” także jest westernem, ale nie do końca „czystym”. Przede wszystkim jest to bowiem pełna zwariowanych przygód komedia, ale także - co zaskakujące - film religijny.

Głównym bohaterem jest tu Avram Belinsky (Gene Wilder), absolwent jesziwy, który w 1850 roku wyrusza z polskiego sztetla do Ameryki. Ma zostać rabinem w San Francisco. Nim jednak dotrze na miejsce, będzie musiał pokonać mnóstwo przeciwności. Zmierzyć się z Indianami, rewolwerowcami, oszustami, jak również z własnymi słabościami. Zupełnie przypadkowo weźmie też udział w napadach na bank, czy pociąg.

Jest więc „Frisko Kid” swoistą antologią westernowych wątków i motywów (w scenariuszu znalazło się tak wiele scen i zwrotów akcji, że spokojnie można by nimi obdzielić kilka innych westernów). Ale ta serwowana nam na ekranie komediowa mitologia Dzikiego Zachodu to nie wszystko. Jest coś więcej. Wspomniane już treści religijne.

Avram jest rabinem, który ponad wszystko umiłował Torę, więc przez cały film próbuje ją, a to odnaleźć, a to ochronić, a to odzyskać skradziony z niej tass (ozdobną tarczę). W czasie swej wędrówki przez prerie, pustynie i skaliste góry, raz po raz, zwraca się też w modlitwach do Boga, a i opowiada o Nim napotkanym ludziom. W indiańskiej wiosce tłumaczy np. wodzowi: „Bóg umacnia nas, gdy cierpimy. Zsyła współczucie, gdy nienawidzimy. Dodaje odwagi, gdy błądzimy w mroku. Ale nie zsyła deszczu!”. Oczywiście w tym momencie rozlega się grzmot i na dotkniętą suszą krainę, momentalnie spada upragniony, życiodajny deszcz. „Czasem jednak zdarza Mu się zmienić zdanie” – puentuje niezwykłe zdarzenie Avram.

W całym filmie aż roi się od podobnych scen i kwestii. „Talmud mówi: znajdź nauczyciela. Tak zrobiłem” – wyznaje Wilder Harrisonowi Fordowi, który gra tu postać nawróconego rabusia Tommy'ego. Stopniowo staje się on przewodnikiem, przyjacielem, a może i aniołem stróżem Avrama?

W filmie pojawiają się także amisze oraz katoliccy zakonnicy (dwie przezabawne sceny: jedna, gdy Avram jest przekonany – i jednocześnie przerażony – że nie żyje i trafił do chrześcijańskiego nieba; i druga: gdy przez jego gadulstwo jeden z braci łamie śluby milczenia).

To po prostu trzeba zobaczyć!

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów oraz Religie i popkultura

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FILM, KULTURA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.