O teorii spiskowej, według której muzułmańscy mężczyźni zwabiają hinduskie kobiety, żeby je nawracać, żenić się z nimi i w ten sposób powiększać liczbę muzułmanów w kraju kosztem hinduistów. I nie tylko.
Jest 27 lutego 2002 roku: pociąg z hinduskimi pielgrzymami, który wyruszył z Uttar Pradesh, wraca do Gudźaratu, południowo-wschodniego stanu Indii, od 2001 roku rządzonego przez hinduskiego nacjonalistę Narendrę Modiego. Trasa pociągu przewiduje przystanek w mieście Godhra, w stanie Gudźarat, gdzie zdecydowana większość ludności (około osiemdziesięciu ośmiu procent) wyznaje hinduizm. Godhra jest jednak miastem szczególnym: czterdzieści procent jej mieszkańców to muzułmanie. Kiedy pociąg się zatrzymuje, sytuacja od razu staje się napięta: z okien padają obelgi pod adresem obecnych na stacji muzułmanów. Z sąsiednich ulic natychmiast napływają następni, gdy tymczasem inni zaczynają wysiadać z pociągu i iść przez tory. Od obelg szybko przechodzi się do czynów, ktoś wymierza kopniaka, niektórzy reagują, ludzie zaczynają łączyć się w grupki, wszczynane są bójki. Po kwadransie chaosu wywołanego bijatykami, zniewagami i bieganiną jeden z wagonów staje w ogniu: buchają płomienie, rozprzestrzeniają się na inne wagony – końcowy bilans będzie obejmował pięćdziesiąt dziewięć zwęglonych ciał. Jako że od razu roznosi się pogłoska, że pociąg podpalili muzułmanie, stan alarmowy osiąga najwyższy poziom, istnieje bowiem obawa przed zemstą ze strony hinduistów: między dwiema wspólnotami panuje wrogość, dochodziło już do przypadków agresji.
Miejscowy rząd postanawia, że spalone zwłoki powinny zostać wystawione na widok publiczny w Ahmadabadzie, największym mieście Gudźaratu. Jest to wybór, który nie zostanie raczej odczytany jako próba uspokojenia nastrojów, ale przeciwnie – rodzaj podżegania do zemsty na muzułmanach. I rzeczywiście hinduiści natychmiast zaczynają manifestować. Również w tej sytuacji najbliżsi współpracownicy Narendry Modiego, zamiast spróbować uspokoić wzburzenie, wspierają protesty, które stopniowo przybierają na sile i stają się bardzo gwałtowne. W 2005 roku dochodzenie rządu centralnego ustali, że pożar pociągu był wypadkiem, za który nie był odpowiedzialny żaden muzułmanin.
Ale w lutym 2002 roku hinduiści nie mają wątpliwości. Przekonani, że chodziło o umyślne podpalenie i że odpowiedzialność ponosi społeczność muzułmańska, zaczynają prawdziwe polowanie na ludzi: dwa miesiące przemocy, gwałtów, linczów, pożarów. Relacje z tamtych czasów, przywoływane przez „The New York Times”, opowiadają „zadźganych matkach, podpalanych dzieciach i poćwiartowanych ojcach”. Zabitych zostaje około tysiąca osób, w większości muzułmanów. Dwadzieścia tysięcy muzułmańskich domów i placówek handlowych oraz trzysta sześćdziesiąt miejsc kultu ulega zniszczeniu, a liczba ludzi pozbawionych dachu nad głową sięga stu pięćdziesięciu tysięcy. Do dwóch największych masakr dochodzi w wiosce w pobliżu Ahmadabadu, gdzie ginie ponad dziewięćdziesiąt osób, oraz w kompleksie mieszkalnym, gdzie żyją głównie muzułmanie, który zostaje wzięty szturmem: tutaj ofiar jest sześćdziesiąt dziewięć. Społeczność muzułmańska, około dwustu milionów osób w całym kraju, oskarża partię Modiego i jego samego o podburzanie większości hinduskiej, stanowiącej około osiemdziesięciu procent całej ludności Indii. Modi i jego Indyjska Partia Ludowa (Bharatiya Janata Party, BJP) odpierają oskarżenia; nikt nie zostanie aresztowany, a tysiące spraw sądowych przeciwko buntownikom zostanie przez policję umorzonych z braku dowodów. Jednak wątpliwości co do zachowania lokalnego rządu nie znikną i jedną z politycznych konsekwencji wydarzeń z końca lutego 2002 roku będzie zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla szefa rządu Gudźaratu Modiego. Dopiero w 2014 roku, gdy zostanie on premierem kraju, zakaz ten zostanie zniesiony i Modi będzie mógł wybrać się do USA na spotkanie z ówczesnym prezydentem Barackiem Obamą.
Wraz z upływem lat o wydarzeniach tych prawie zapomniano poza Indiami, ponieważ Modi bardzo dba o swój wizerunek za granicą, gdzie stara się prezentować jako pokojowy i mądry przywódca. Bardziej zapalczywe, otwarcie antymuzułmańskie tony powierza drugiej i trzeciej linii swoich współpracowników.
W 2019 roku Modi zdobywa drugi mandat premiera: wzmacnia swoją pozycję wewnętrzną, również dzięki temu, że opozycja znajduje się w całkowitej rozsypce, a po rosyjskiej inwazji na Ukrainę wypracowuje sobie pierwszoplanową rolę na arenie międzynarodowej, jako że Indie mają znakomite stosunki militarne i historyczne z Rosją. Ponadto Modi rozumie, że może sporo ugrać w obliczu konfliktu dyplomatycznego między Chinami i Stanami Zjednoczonymi. W istocie zostaje wynajęty przez prezydenta USA Joe Bidena do walki z „dyktaturami”, stając się ważnym punktem odniesienia dla równowagi międzynarodowej.
Ale nie wszyscy zapomnieli o wydarzeniach z 2002 roku: po dwudziestu jeden latach, 17 stycznia 2023 roku, BBC zapowiedziało emisję pierwszej części dokumentu "India: the Modi Question", opartego na dochodzeniu przeprowadzonym przez rząd brytyjski, który uznawał Modziego za „bezpośrednio odpowiedzialnego” za akty przemocy dokonane w Gudźaracie w 2002 roku. W dokumencie pogłębiono także temat „traktowania zarezerwowanego dla muzułmanów” ze strony Modiego jako premiera, począwszy od 2014 roku: zatem to nie tylko śledztwo dotyczące faktów z 2002 roku, ale także ostre potępienie anty muzułmańskiej polityki prowadzonej przez Modiego po dojściu do władzy.
Indyjski rząd nie tracił czasu i natychmiast nazwał dokument „propagandą zaplanowaną w celu promowania określonej narracji, która dyskredytuje przywództwo”, po czym zakazał pokazywania filmu w Indiach. Dziennikarz BBC powiedział reporterowi „The Caravan” (indyjskiego magazynu, który jest jednym z niewielu już niezależnych mediów), że po decyzji rządu Modiego indyjska dyrektor BBC poprosiła zespół, żeby respektował zakaz i nie publikował postów na temat dokumentu w mediach społecznościowych.
Jednakże reakcja Modiego, który w 2023 roku był u władzy już od dziewięciu lat, nie ograniczyła się do sprzeciwu wobec rozpowszechniania dokumentu w Indiach. Kilka dni po zapowiedzi nadchodzącej emisji, na początku lutego, około pięćdziesięciu funkcjonariuszy policji i straży finansowej FIU wtargnęło do siedziby BBC w Delhi. Oficjalnie powodem były domniemane przestępstwa skarbowe nadawcy, ale według wielu świadków główny cel nalotu stanowiło zastraszenie. Operacja policji w połączeniu z cenzurą dokumentu dotkliwie uderzyła w BBC i w jej renomę autonomicznego nadawcy, zdolnego trzymać się z dala od nakazów rządzących. Radiowy kanał BBC na falach krótkich ma w Indiach wieloletnią tradycję, zaczął bowiem nadawać dziesięć lat po założeniu firmy w 1922 roku. Pierwsza audycja była w języku hindi, a potem stopniowo dołączały kolejne języki: bengalski, gudźarati, marathi, tamilski, telugu i pendżabski. Jednocześnie BBC rozwinęła kanał po angielsku i z czasem Indie stały się dla stacji jednym z najważniejszych rynków.
W Indiach, jak napisał „The Caravan”, „BBC uznawana jest historycznie za organizację, która kieruje się wartościami dziennikarstwa starej szkoły, takimi jak równowaga, rzetelność i śledzenie historii poruszających kwestie interesu publicznego”. Ale z biegiem czasu, co zostało ujawnione, choć anonimowo, przez niektórych indyjskich dziennikarzy, nadawca odstąpił od tych wartości, ulegając w końcu wymaganiom sformułowanym przez Narendrę Modiego w 2014 roku.
Dojście do władzy Modiego całkowicie zmieniło indyjską panoramę medialną: siła rządowej propagandy oraz stworzony przez niego kult jednostki wywołały wiele ingerencji cenzury wobec mediów, doprowadzając w końcu do całkowitego dopasowania się do przywódcy (który w serwisach dziennikarskich bywa przyrównywany do boga lub określany jako Vishwaguru, „nauczyciel świata”). Choć Indie wciąż jeszcze opisywane są jako „największa demokracja na świecie”, to sytuacja mediów wzbudza wiele wątpliwości, jeśli chodzi o taką „klasyfikację”. Rząd Modiego, napisał indyjski historyk Ramachandra Guha na łamach „Foreign Affairs”, „pracował też systematycznie nad ograniczeniem przestrzeni otwartej dla demokratycznego sprzeciwu”, nie tylko w obrębie opozycji. „Prasa staje się w szerokim zakresie rzeczniczką partii będącej u władzy ze strachu przed utratą rządowych reklam albo koniecznością mierzenia się z podyktowanymi zemstą kontrolami fiskalnymi”.
Indie znajdują się dziś na sto sześćdziesiątym pierwszym miejscu na sto osiemdziesiąt krajów zbadanych przez World Press Freedom Index, który analizuje poziom dziennikarskiej wolności, a niektóre z ostatnich rozporządzeń dotyczących mediów nie wróżą żadnej zmiany na lepsze. Wszystko zaczęło się od norm dotyczących technologii informacyjnej („Wytyczne dla systemów pośredniczących oraz kodeks etyczny mediów cyfrowych”) z 2021 roku. Potem, w 2022 roku, doszła ustawa telekomunikacyjna, Digital Personal Data Protection Act, a na koniec przepisy obejmujące prasę i rejestrację periodyków.
Ocena wystawiona przez „The Caravan” temu pakietowi ustaw była kategoryczna: „Rząd stworzy orwellowski obraz, organizując różne ministerstwa w taki sposób, żeby kontrolować media, cenzurować treści i brać na celownik głosy krytyczne. Niebezpieczeństwo, jakie pociąga za sobą taki obraz, polega na tym, że każdy projekt dotyka tylko niektórych kluczowych aspektów, które mogą być istotne dla wolności słowa, ale w całości generują gigantyczną sieć, z której trudno się wyzwolić”. Najbardziej ryzykowne dla wolności informacji zapisy dotyczą możliwości monitorowania mediów przez rząd, decydowania, co ma zostać usunięte, a co nie, albo odmawiania, jeśli uzna się to za konieczne, prawa do publikowania wydań papierowych. W wielu z tych przypadków ingerencja polityczna w system medialny nie przewiduje żadnej kontroli prawnej: żadnej możliwości, żeby władzy Modiego przeciwstawiły się inne organy państwowe.
A kiedy w dobie Internetu cenzura to za mało, rząd indyjski nakazuje, by całe obszary kraju „odciąć” od sieci.
Według niektórych raportów opublikowanych przez Access Now, organizację кoк profit śledzącą blackouty wprowadzane przez państwo, w latach 2018–2023 Indie miały „wyłączać” Internet częściej niż jakikolwiek inny kraj – w samym 2023 roku aż osiemdziesiąt cztery razy – uderzając w ponad sto dwadzieścia milionów ludzi.
Ostatnio Modi postanowił zająć się także fake newsami, wprowadzając poprawkę do zasad ustanowionych w 2021 roku: każda informacja oznaczona jako „fałszywa” przez wydział fact-checking Press Information Bureau będzie musiała zostać usunięta z „systemów pośredniczących”, to znaczy z mediów społecznościowych. Zaraz po podjęciu tych decyzji rząd zobligował portal Twitter (dziś X) do usunięcia postów odsyłających do dokumentu BBC na temat premiera.
W Indiach Modiego w toku jest również inny proces: sam rząd używa fałszywych wiadomości do manipulowania opinią publiczną. W 2022 roku grupa monitorująca dezinformują działalność mediów, Alt News, sporządziła raport, który pokazuje, że również „najbardziej renomowane serwisy informacyjne w kraju wypuściły tuziny nierzetelnych historii, opartych na mylących i bezpodstawnych stwierdzeniach. A kiedy te fałszywe narracje nie wpływają na zasięg kanałów informacyjnych, stają się pokarmem dla dyskusji na WhatsAppie, Instagramie i Facebooku, platformach głęboko przenikających do społeczności, w których media głównego nurtu cieszą się małym albo żadnym zainteresowaniem”.
Historia, która stała się viralem w indyjskich mediach społecznościowych, mówiła o tym, że Modi przekonał rosyjskiego prezydenta Władimira Putina do zatrzymania wojny w Ukrainie, aby umożliwić indyjskim studentom opuszczenie kraju. Chodziło, rzecz jasna, o fałszywą wiadomość, bez żadnego potwierdzenia. Jednak na fali tej blagi popłynął indyjski minister spraw wewnętrznych Amit Shah, od zawsze prawa ręka i polityczny doradca Modiego: w wywiadzie udzielonym w listopadzie 2022 roku powiedział, że zarówno Ukraina, jak i Rosja przerwały tymczasowo wojnę z woli Modiego. Mamy tu podręcznikowy przypadek: członek rządu, który rozpowszechnia fałszywą wiadomość w celu manipulowania opinią publiczną, każąc jej wierzyć, że Modi ma moc zakończenia konfliktu w Europie.
Fake newsy wypuszczane przez rząd wybuchają potem w niekontrolowany sposób, dotykając tematu bardzo Modiemu drogiego: podżegają do oskarżeń, często fałszywych, wycelowanych w indyjską społeczność muzułmańską. Według niektórych miejscowych analityków ta medialna strategia wpisuje się w projekt polityczny: podważenia delikatnej pluralistycznej równowagi w Indiach, będącej owocem woli pierwszych przywódców kraju po uzyskaniu niepodległości, oraz ukazania mniejszości muzułmańskiej jako zagrożenia dla liczniejszej populacji hinduskiej.
Jeden z najgłośniejszych przykładów dotyczy tak zwanej love jihad, teorii spiskowej, według której muzułmańscy mężczyźni zwabiają hinduskie kobiety, żeby je nawracać, żenić się z nimi i w ten sposób powiększać liczbę muzułmanów w kraju kosztem hinduistów. Teoria ta pojawiła się po raz pierwszy w 2009 roku, kiedy w południowym stanie Kerala dwie młode kobiety, jedna hinduska, a druga chrześcijanka, uciekły ze swoimi muzułmańskimi narzeczonymi poznanymi w college’u. Ich rodziny zgłosiły porwanie: kobiety uzasadniły swoją ucieczkę, oskarżając narzeczonych o uprowadzenie siłą i próbę nawrócenia. Wyrok wydany przez Sąd Najwyższy Kerali był pierwszym, który odnosił się jednoznacznie do love jihad.
Ta teoria spiskowa stała się wkrótce narzędziem politycznym w rękach BJP, partii Modiego, który wykorzystał fake newsy do prowadzenia polityki anty muzułmańskiej i działań przeciwko ewentualnym nawrócenia hinduistów. I oto od fake newsów, które stały się viralem w mediach społecznościowych, i od rządowej kontroli nad mediami przeszło się do planu praktycznego. Uttar Pradesh stał się pierwszym stanem, który wprowadził prawo przeciwko nawrócenia: w 2020 roku Yogi Adityanath, członek BJP i premier Uttar Pradesh, oświadczył, że pragnie „bronić honoru i godności kobiet przed zjawiskiem love jihad”. Niewiele później, w listopadzie 2021 roku, uchwalono w Indiach pierwsze ogólnokrajowe prawo anty konwersyjne. W ciągu następnych sześciu miesięcy po jego opublikowaniu, według danych rządowych, w Uttar Pradesh wszczęto szesnaście dochodzeń w sprawie przymusowego nawrócenia, a siedemdziesięciu dziewięciu mężczyzn zostało aresztowanych. Wszyscy byli muzułmanami.
*
Powyższy tekst, którego tytuł pochodzi od Redakcji, jest fragmentem książki "2100. Jak Azja tworzy naszą przyszłość". Autor: Simone Pieranni. Wydawnictwo ZNAK

W Turcji i Libanie. Papież o pokojowej koegzystencji z wyznawcami innych religii.
Nie sposób przygotować się na to doświadczenie. Nie jestem w stanie tego z niczym porównać.
Oznacza równoczesne uznanie kilku lub więcej bóstw za istoty nieśmiertelne, którym oddaje się cześć.