Piętno kalifatu

Karakosz na Równinie Niniwy to dawne serce irackiego chrześcijaństwa. Od czasu barbarzyńskich działań ISIS w ruinach legło miasto i życie mieszkańców okolicy. W odbudowie tego miejsca pomaga polski żołnierz.

Pod koniec grudnia ppor. Bartosz Rutkowski wrócił z Iraku. Opowiada o Haiyat. Jest jezydką, ma ok. 40 lat. Z siedmiorga dzieci pozostało jej pięcioro. O swym mężu i dwóch synach mówi „zaginieni”. Nie dopuszcza do siebie myśli, że zostali zamordowani przez bojowników Daesh. Haiyat i jej córki poznały koszmar wojny. Zostały uprowadzone i były wykorzystywane jako seksualne niewolnice.

Po uwolnieniu nie miały do czego wrócić. – Pomogliśmy im zacząć nowe życie. Prowadzą mały sklep ze słodyczami i napojami... Już widać zmianę w zachowaniu dziewczynek, które pomagają mamie – mówi Bartosz Rutkowski, twórca fundacji Orla Straż. Pomaga ofiarom terrorystów Państwa Islamskiego, takim jak Haiyat i jej dzieci.

Ocalić

W północnym Iraku Orla Straż działa od trzech lat. Organizację tworzą zaledwie trzy osoby. Pan Bartosz, założyciel, w Iraku był siedmiokrotnie. – Mamy bardzo dobre kontakty na miejscu. Po koniec listopada zadzwonił jezydzki przyjaciel. Mówił, że w obozie w Sindżar są dwie dziewczyny, które były w niewoli ISIS. Młodsza w momencie porwania przed 4 laty miała 14 lat, starsza 17. Prosił o pomoc dla nich – opowiada.

Bartosz Rutkowski pojechał na miejsce. – Jedna z dziewcząt w czasie niewoli nabawiła się przewlekłego zapalenia płuc. Po wykupieniu z niewoli trzeba było jej amputować część płuca. Poprosiłem, aby zrobiły listę najbardziej potrzebnych rzeczy. Uważam się za twardego faceta, ale gdy zobaczyłem ten spis, prawie się popłakałem... – opowiada. – Piecyk koreański, nafta, dwa materace, dwie poduszki, ciepłe koce i – jeśli to możliwe – kurtki – o to prosiły. I o plandekę, aby nakryć tę prowizorkę domu, w jakiej mieszkają. Ściany z pustaków, nieotynkowane.

Spotkał też Nuri i Jalilę. Choć nie mają jeszcze dwudziestu lat, obie już zaznały ogromu cierpień, więzione przez ISIS. – Nuri wraz z rodziną została porwana, gdy miała 15 lat. To było tego dnia, gdy ISIS dokonało ludobójstwa jezydów w Sindżarze – opowiada Rutkowski. – Rok później ona i jej siostra zostały uwolnione, ale ta dramatyczna sytuacja wycisnęła na nich piętno. Siostra Nuri nie wytrzymała psychicznie i popełniła samobójstwo. Nuri nie udało się uzyskać schronienia w obozie i razem z ocalałymi członkami rodziny zamieszkała na jego obrzeżach. Jalila trafiła do niewoli wraz z dziesięciorgiem osób z rodziny. Trzy lata była więziona…

Ogrzać

Dziś Karakosz, gdzie pomaga Orla Straż, to miasto duchów, pełne ruin i bolesnych wspomnień. ISIS zostało wyparte, ale strach pozostał. Do miasta wróciła połowa z ponad 50 tys. mieszkańców. Część pozostaje na uchodźstwie, inni mieszkają w obozach dla przesiedleńców. – W mieście życie pozornie wraca do normy. Działają sklepy, szkoły i jest szpital. Ale gdy rozmawialiśmy z nauczycielami w szkole, którą zaopatrzyliśmy w piece, podszedł do nas dyrektor innej placówki. U nich również brakuje ogrzewania i dzieci na lekcjach siedzą w czapkach i kurtkach... A zima bywa tu ciężka. Wszyscy odczuwają skutki wojny. Wcześniej mieli własne domy, zakłady pracy, dziś zmuszeni są żyć w dzikich obozowiskach. – Niedawno jezydom odbudowaliśmy dom. Obecnie składamy projekt o odbudowę kolejnych 27 w górach. To domy, które ISIS wysadzało jeden po drugim, aby ich mieszkańcy nie mieli do czego wrócić – wyjaśnia żołnierz.

Bezpieczeństwo w tym regionie to też sformułowanie „dość umowne”, zauważa Rutkowski. – Parę miesięcy temu bojówkarze ISIS przebrali się za armię rządową. Postawili fałszywe checkpointy, wyłapali urzędników państwowych i ich rozstrzelali. W Sindarze w ciągu pół roku aż 26 osób zginęło na minach. Teren nie do końca został oczyszczony. Zwraca też uwagę na Mosul, gdzie pomimo wyparcia ISIS wciąż utrzymuje się stan wojny. – Gdy tam byłem w grudniu, widziałem, że co 100 metrów wzdłuż ulicy stoi uzbrojony żołnierz, a co piąty jest wyposażony w granatnik przeciw pancerny RPG-7.

Zrozumieć

Pomimo niestabilnej sytuacji kraju Bartosz Rutkowski wraca do Iraku wraz z wolontariuszami. Poznaje historie ludzi, pyta o potrzeby, aby pomoc była jak najbardziej efektywna. – Byliśmy w obozie dla chrześcijan, uchodźców z Karakosz, gdzie żyje około 40 rodzin. Rozmawialiśmy z tymi, których dzieci do dziś pozostają w niewoli u islamistów. Rodzice płacą nawet do kilkunastu tysięcy dolarów, aby je wykupić. Zadłużają się. Ktoś powie, że to finansowanie terrorystów. Ale kto ma dzieci, ten zrozumie rozpacz tych ludzi – mówi. – Wiem, że nie pomożemy wszystkim. I wiem, że nie zapewnimy tym ludziom spokoju. Ale staramy się dawać im nadzieję i pomagamy stanąć na nogi, aby zaczęli żyć o własnych siłach. Oni nie chcą być żebrakami – podkreśla. – Obawa przed przyszłością to jedna z najczęściej podnoszonych kwestii. Aby móc myśleć o odbudowie domów, mieszkańcy Karakosz muszą mieć poczucie bezpieczeństwa. Do tego potrzebna im świadomość, że ktoś wyciąga pomocną dłoń – dodaje.

Wysłuchać

Przed rokiem Orla Straż uruchomiła projekt „Dobra praca”. – Co kilka tygodni otwieramy nowy sklep czy warsztat. Niedawno jedna rodzina dzięki pomocy dobroczyńców z Polski zaczęła prowadzić salon fryzjerski. Pojawiła się stabilizacja. To jej brak najbardziej dotyka ludzi – mówi. Bartosz Rutkowski wysłuchał już wielu dramatycznych historii. – Chyba nigdy się nie przyzwyczaję, że aby komuś pomóc, trzeba wyrywać z niego bolesne wspomnienia – wyznaje. Zależy mu na kontakcie z lokalną społecznością. Dlatego nie śpi w hotelach. – Żyjąc pośród ludzi, lepiej ich rozumiemy. Po nocy spędzonej pod ich dachem, gdy siedzimy razem przy stole, a oni wspominają, oglądając zdjęcia, tworzą się zupełnie inne relacje. My po prostu tych ludzi lubimy. Najnowszy projekt Orlej Straży to zakup zwierząt hodowlanych dla jezydzkich rodzin. – 75 procent z nich było w niewoli – zwraca uwagę Rutkowski. Projekt ruszył w Khanke i w obozie Sardashty w górach Sindżar. Został finansowany dzięki dotacji polskiego rządu. – Jesteśmy małą organizacją. Po raz pierwszy otrzymaliśmy środki z instytucji państwowej. To dla nas wyraz zaufania, ale i wielka odpowiedzialność – przyznaje Rutkowski. Dodaje, że niewiele by zrobili bez pomocy innych. – Współpracuje z nami fundacja Innovaid z Krakowa i Fundacja Pomocy Dzieciom w Żywcu. Akcje pomagania regionowi Karakosz nagłośnił dziennikarz Witold Gadowski. Bez pomocy Polaków niczego byśmy nie osiągnęli – podkreśla. Ostatni projekt sfinalizowali pod koniec grudnia. – Udało się pomóc 83 rodzinom, dla kolejnych 12 kupiliśmy po owcy i paszę dla zwierząt. Wsparciem objęte zostały samotne kobiety z dziećmi. One nie chciały więcej. A kury sami im wcześniej kupiliśmy. – Ludzie, którzy skorzystali z pomocy, przyznawali, że ma ona dla nich również znaczenie terapeutyczne. Doglądanie zwierząt, dojenie kóz wprowadza w ich życie pewien porządek. I mają świeże jedzenie, mleko, jajka i ich ulubiony jogurt – wymienia. Na miejscu pomagają także lokalne organizacje. – Są w nie zaangażowani uchodźcy. Czasem mamy mylne wyobrażenia o ofiarach wojny – zauważa szef Orlej Straży. – Wydaje się nam, że wszyscy chcą uciec. A to przecież ludzie, którzy mieli swoje domy, miejsca pracy. I wszystko stracili. Żyją tam i nie chcą tego miejsca opuszczać. Tam leżą kości ich przodków. Oni czują się z tą ziemią związani. Ale jeśli nie wyciągniemy do nich pomocnej ręki, sami nie będą w stanie wiele zrobić. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.