Poza metryką

Bezwyznaniowcy. W socjologii coraz częściej określani jako trzecia największa „religia” na świecie, z tendencją wzrostową. Dla Kościoła to idealne warunki, by skupić się na ewangelizacji, a nie na sobie samym.

Kim są bezwyznaniowcy? Pozornie sprawa wydaje się prosta: można powiedzieć, że to osoby, które deklarują brak przynależności do jakiejkolwiek grupy wyznaniowej. W praktyce to jedna z najtrudniejszych do zdefiniowania kategorii we wszelkich badaniach socjologicznych. Z jednej strony obejmuje tych, którzy rzeczywiście formalnie nie widnieją w żadnych metrykach wyznaniowych, z drugiej zaś – to również osoby, które wprawdzie metryki posiadają (np. zostały ochrzczone), ale od jakiegoś czasu (albo i od zawsze) deklarują się jako osoby niezwiązane ze swoją grupą wyznaniową. Sprawa z bezwyznaniowcami komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli dodamy, że to nie zawsze są ludzie niewierzący, a przynajmniej niekoniecznie deklarujący ateizm. Przeciwnie – całkiem spora część osób określających się w badaniach jako bezwyznaniowcy zarazem deklaruje wiarę albo w jakąś siłę wyższą, albo wprost w Boga, choć nie chce tej wiary pogłębiać w żadnej z grup wyznaniowych.

Bóg nieznany

Badania nad zjawiskiem bezwyznaniowości w skali globalnej od paru dekad prowadzi kilka ośrodków badawczych na świecie, choć obecnie przodują w tym dwie amerykańskie instytucje – Instytut Gallupa i Pew Research Center. Według tego drugiego liczbę bezwyznaniowców na całym świecie można ocenić na ok. 1,3 mld osób (część ośrodków podaje nawet 1,6 mld). Przy ponad 2,3 mld przyznających się do chrześcijaństwa i ponad 1,8 mld muzułmanów socjologowie na określenie bezwyznaniowców coraz chętniej posługują się terminem „trzecia religia świata”. Jest w tym jakaś prawda – bezwyznaniowość staje się często świadomym wyborem określonej postawy wobec rzeczywistości nadprzyrodzonej: albo przez jej negację, albo przez negację instytucji i wspólnot ją reprezentujących. Bywa, że tak definiujące się osoby wybierają jakąś prywatną wersję religijności czy też otwarcia na sferę duchową. Co to oznacza dla Kościoła? Sytuacja do pewnego stopnia przypomina scenę z Dziejów Apostolskich, gdy św. Paweł, przyglądając się w Atenach posągom i ołtarzom poświęconym pogańskim bóstwom, zauważył też ołtarz z napisem „Nieznanemu Bogu”. Można się obrażać na rzeczywistość, załamywać ręce nad pogańskim światem i bić na alarm z powodu zagrażającej chrześcijaństwu laicyzacji. I można mieć w tym nawet świętą rację. Ale można też przyjąć postawę św. Pawła, który do czczących „Nieznanego Boga” Ateńczyków powiedział: „Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając”. Bezwyznaniowość również i dziś niekoniecznie oznacza całkowite odrzucenie Boga. Bywa, że jest wołaniem, choćby i nieświadomym, o proroków, którzy pokażą Tego, którego bezwyznaniowcy szukają, choć Go nie znają.

Niekoniecznie ateizm

Zacznijmy jednak od tych, którzy równocześnie deklarują bezwyznaniowość i niewiarę. Wiemy już, że nie zawsze są to pojęcia tożsame, ale kategoria bezwyznaniowców obejmuje rzecz jasna również tych, którzy deklarują niewiarę w Boga czy bóstwa. Zarówno w badaniach Gallupa, jak i Pew Research liderem na mapie niewiary w świecie zachodnim pozostaje Europa. Co ciekawe, inne wyniki uzyskuje się, gdy pada pytanie o identyfikację jako ateista, a inne, gdy pojawia się pytanie o niewiarę w Boga. I tak badania PRC z 2017 roku wykazały, że jeden na pięciu Belgów identyfikuje się jako ateista, ale zarazem aż 54 proc. deklaruje, że nie wierzy w Boga. Na pierwszy rzut oka brzmi to absurdalnie, ale można to wytłumaczyć m.in. tym, że deklaracja niewiary dla respondentów nie jest tak twardą tożsamościowo deklaracją jak jednoznaczne nazwanie siebie ateistą. Ta obserwacja potwierdziła się zresztą w innych krajach: np. w Holandii aż 53 proc. badanych uznało się za niewierzących, ale tylko 14 proc. potrafi wprost nazwać siebie ateistami; podobnie w Szwecji (60 proc. niewierzących i 14 proc. ateistów), Francji i Danii. Nawet w Czechach, które obok Estonii uchodzą za najbardziej ateistyczny naród w Europie, proporcje wyglądają podobnie: podczas gdy niewiarę w Boga deklaruje aż trzy czwarte społeczeństwa, to jednocześnie jako ateiści potrafi określić się tylko 25 proc. Czy w badaniu popełniono jakiś błąd metodologiczny? Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie: ktoś, kto tworzył kwestionariusz, musiał mieć rzeczywiście nosa do tego typu zagadnień. Dzięki zastosowaniu takiego rozróżnienia na osoby niewierzące i zdeklarowanych ateistów autorzy badań słusznie zasugerowali, że ci pierwsi często zostawiają sobie jakąś furtkę do duchowych poszukiwań, a deklaracja niewiary jest nieraz jakąś formą buntu przeciwko instytucjom i grupom wyznaniowym. Ateizm jest już bardziej jasną deklaracją (co oczywiście nie znaczy, że niemożliwą do zmiany) i występuje o wiele rzadziej. Widać to zresztą również w przypadku Polski, gdzie dane zarówno PRC, jak i naszego Głównego Urzędu Statystycznego mniej więcej się pokrywają: zdeklarowani ateiści stanowią 2–3 proc. społeczeństwa, obojętnych wobec religii jest ponad 5 proc., a ok. 11 proc. określa się jako osoby poszukujące. Tak naprawdę, gdyby wejść głębiej, należałoby zająć się również kategorią „wierzący niepraktykujący” – co z socjologicznego punktu widzenia ma jakiś sens, ale z teologicznego każe raczej postawić pytanie, czy nie jest to również jakaś deklaracja niewiary lub co najmniej wyraźnego jej osłabienia.

Wiara nieoczywista

Specyficznym przypadkiem są Niemcy. Według badań fundacji Bertelsmanna już ponad 40 proc. społeczeństwa deklaruje się jako bezwyznaniowcy. Jeśli przyjrzymy się jednak osobno landom zachodnim i landom wschodnim, to zobaczymy wyraźną różnicę: w pierwszych to ponad 20 proc., a w dawnej NRD aż 70 proc. – Od granicy z Polską aż do Berlina rozciąga się teren, w którym ponad 70 proc. ludzi deklaruje się jako absolutnie nierozpoznający żadnego Boga. Oni nawet nie są ateistami. Nie mają żadnego odniesienia do Boga. Z pozostałych 30 proc. tylko 5 proc. jest ochrzczonych, pozostali zaś deklarują, że w coś wierzą; są to m.in. stare kulty germańskie. Z tych ochrzczonych 5 proc. większość to protestanci i część – katolicy – mówił mi parę lat temu w niemieckim Rosowie ks. dr Cezary Korzec, wykładowca na wydziale teologicznym w Szczecinie, który po niemieckiej stronie stworzył ogród biblijny w kupionym za grosze starym gospodarstwie.

Wielu katolików z Polski i protestantów z zachodnich Niemiec zaczęło prowadzić ewangelizację na terenie, który po ludzku wydaje się już stracony dla wiary. Dzięki działalności pastorów i aktywnej obecności m.in. Polaków, którzy po niemieckiej stronie zaczęli kupować domy i uczęszczać do niemal wymarłych parafii, pojawiły się światełka nadziei. W pobliskim Schwedt wspólnota urosła o kilkaset osób, Msze odprawiane są regularnie, zaczęły tworzyć się grupy parafialne. Na bezwyznaniowcach robi wrażenie Kościół żywy, ewangelizujący. W niemieckim Rosowie przypomniały mi się słowa młodego jeszcze ks. Josepha Ratzingera, który w słynnym artykule w latach 60. XX wieku pisał, że Kościół dotrze do uszu pogan czy neopogan tylko wówczas, „gdy przestanie być tanią oczywistością”.

Modlitwa niewierzących

Od lat szczególną uwagę badaczy bezwyznaniowości przykuwają oczywiście Stany Zjednoczone. Powód jest prosty: Ameryka uchodzi ciągle za wyjątek na Zachodzie – procesy sekularyzacyjne nie dotknęły jej tak bardzo, jak stało się to w przypadku Europy. I ciągle można mówić o większości, która deklaruje wiarę lub identyfikację z jakąś grupą wyznaniową. Zarazem jednak systematycznie rośnie liczba bezwyznaniowców – według różnych badań (opieram się głównie na wspomnianych Pew Research i Instytucie Gallupa) w USA jest ich już 23 proc. W badaniach PRC w tej grupie ujmuje się zarówno tych, którzy deklarują brak związku z jakąkolwiek grupą wyznaniową, jak również identyfikujących się jako ateiści i agnostycy. Co ważne, w ciągu 7 lat od ostatnich badań grupa bezwyznaniowców wzrosła o 7 punktów procentowych z 16 proc., co oznacza realny wzrost o prawie 45 proc. I jeśli ten trend się utrzyma – a wiele wskazuje na to, że może nawet ulec przyspieszeniu – to za kolejnych 7 lat odsetek bezwyznaniowców w USA może wynosić już ok. 34 proc.! Autorzy badań zwracają jednak uwagę na ważną prawidłowość: w USA bezwyznaniowcy deklarujący się jednocześnie jako osoby niewierzące należą do mniejszości. Ba, aż jedna piąta amerykańskich bezwyznaniowców twierdzi, że modli się codziennie, a jedna trzecia deklaruje, że wiara jest „przynajmniej trochę ważna” w ich życiu. To pokazuje istotną różnicę w stosunku do bezwyznaniowców w Europie czy w Azji, zwłaszcza w Chinach, gdzie stanowią oni większość. O ile w Europie bezwyznaniowość najczęściej idzie w parze z deklaracją niewiary (choć niekoniecznie ateizmu), o tyle w USA wydaje się bardziej otwarta na duchowe poszukiwania.

Czy to nie wyraźny sygnał dla Kościoła, którego jedynym sensem istnienia jest właśnie ewangelizacja? To nie żaden wymysł „nawiedzonych” grup charyzmatycznych, tylko zdanie papieża Pawła VI, który w adhortacji „Evangelii nuntiandi” napisał wprost: „Ewangelizacja nie jest najważniejszym zadaniem Kościoła, ale jedynym”. Kard. Basil Hume dodawał: „Zadaniem Kościoła jest zaspokojenie najgłębszych duchowych potrzeb i tęsknot wielu ludzi współczesnych – niespokojnych i poszukujących”. W tym kontekście badania zjawiska bezwyznaniowości nabierają właściwego sensu – nie są tylko socjologiczną ciekawostką, ale koniecznym punktem wyjścia rozeznawania kolejnych terenów misyjnych. A tych nie trzeba szukać za oceanem. Wystarczy wyjść na ulicę we własnej miejscowości. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg