Amasali i ukubomba

Czas spędzony samotnie na misji to dobra okazja do uczenia się miejsca i ludzi.

Ks. Zenek Bonecki z ministrantami   Krzysztof Błażyca Ks. Zenek Bonecki z ministrantami Bakapenga idą do buszu

Wyruszyłem z dziesięcioma kandydatami na ministrantów (w języku bemba: bakapenga) na 3 dniowy obóz do buszu. Chłopcy wzięli swoje torby, maty do spania, garnki i jedzenie i  poprowadzili mnie przez busz do miejsca obozu przy wodospadzie Mikwa - jakieś półtora godziny pieszo od misji.

Droga na początku była całkiem sympatyczna, po czym trzeba było się przedzierać przez wysoką na dwa metry trawę a potem bambusowy las i ostatni odcinek korytem rzeczki Mikwa. Chłopcy szli dość szybko więc od czasu do czasu czekali na mnie bym się nie zgubił. Maszerowali na boso lub w klapkach.

Na miejscu rozbiliśmy obóz: użyliśmy dwa tropiki z namiotów by wszyscy mogli się zmieścić. Chłopcy przygotowali ognisko i posiłek. Kluski z mąki kukurydzianej - nshima oraz nałapali ryb z których zrobili dodatek do placków. Wszystko organizowali zupełnie sami - z wszystkim radzili sobie świetnie.

Przyszli ministranci?   Krzysztof Błażyca Przyszli ministranci? Poszliśmy do gorących źródeł gdzie zrobiliśmy mała tamę by można było się pluskać w gorącej wodzie - dla nich jednak woda była zbyt gorąca,. Wieczorem przy ognisku chłopcy starali się mówić krótkie wierszyki po angielsku, które znają ze szkoły.

Zaśpiewali hymn Zambijski, poprosili mnie też bym zaśpiewał Polski hymn, ale język Polski ich bardzo śmieszył - to dla nich zupełnie dziwne dźwięki.

Kiedy rozmawialiśmy przy ognisku stwierdzili, że chcieliby być biali - pewnie dlatego że biali kojarzą im się z bogactwem. Powiedziałem im że powinni być dumni, ze swojego koloru skóry - że każdy człowiek jest równy i ma swoją godność, bo każdy z nas jest dzieckiem Boga. 

Wycieczki tego typu to dobry czas uczenia się nowych ludzi, nowych zwyczajów i kultury.

U „króla”

Najmilej wspominam Mboshyę - wioską w której mieszka - ktoś w rodzaju króla.  Zaskoczeniem była tu ilość ludzi przystępujących  do spowiedzi - spowiadałem ponad 2 godziny.  A potem Msza - i kościół nabity ludźmi, którzy śpiewali tak pięknie i głośno

Po 2 godzinnej mszy spisywanie protokołów przedmałżeńskich.  A po zmroku ok. 18.00 miejscowi chrześcijanie przygotowali mi posiłek - placki z mąki kukurydzianej i kurczaka z przepysznym sosem - i ciepłą wodę do kąpieli (łazienka jest tu zrobiona z wysokiej trawy na zewnątrz Kościoła).

Przynieśli mi stare żelazne łóżko, materac, koc, pościel i moskitierę. Była to długa noc i …  bardzo wygodna. Nic tylko zostać misjonarzem.

Na drugi dzień skończyłem spowiadać tych którzy nie zdążyli a  na zakończenie otrzymałem list z podziękowaniem za przybycie.  Doznałem tak wiele życzliwości, że nie mam wątpliwości, że ta życzliwość wypływała z  prostej wiary.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.