Żyd i Arab, dwa bratanki?

Izraelska skrajna prawica próbuje stworzyć rząd z… arabską partią islamską. Jak to możliwe w sytuacji żywego ciągle konfliktu żydowsko-palestyńskiego?

Jeśli tuż po nowej odsłonie wojny izraelsko-palestyńskiej powstaje tak egzotyczna koalicja, można spodziewać się nieznanego dotąd rozdziału w historii Państwa Izrael. Nowy układ nie rokuje też, niestety, poprawy relacji z Polską. Nie z powodu obecności w rządzie partii arabskiej, ale z racji znanych ze skrajnie antypolskich wypowiedzi polityków izraelskich.

Miejsce (nie) dla każdego

Na wstępie zaznaczmy: egzotyka zawiązanej koalicji nie wynika z tego, że Żydzi i Arabowie nie mogliby wspólnie i zgodnie rządzić w Ziemi Świętej. Byłoby to nawet wskazane i pożądane, zarówno z punktu widzenia samych zainteresowanych, jak i milionów turystów i pielgrzymów z całego świata. Jeśli mowa o „egzotycznej koalicji”, to wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze, choć arabscy obywatele Izraela to dziś ok. 20 proc. społeczeństwa, nigdy jeszcze partie arabskie nie tworzyły koalicji rządowej. Była to granica stawiana praktycznie przez wszystkie elity polityczne Izraela, zarówno przez lewicę, jak i prawicę. Dopuszczenia Arabów do współrządzenia krajem nie przewidywali również ojcowie założyciele Państwa Izrael, główni ideo­lodzy ruchu syjonistycznego, Theodor Herzl czy Dawid Ben Gurion, pierwszy premier Izraela. W ich przekonaniu arabscy mieszkańcy tych ziem nie mieli aspiracji państwowotwórczych (co do pewnego momentu odpowiadało rzeczywistości). A i same partie arabskie były przez większość czasu na tyle skłócone i rozdrobnione, że nie miały nawet potencjalnie żadnych zdolności koalicyjnych.

Po drugie, choć izraelscy Arabowie cieszą się lepszym poziomem życia w Izraelu niż ich rodacy w Autonomii Palestyńskiej, a kwestia państwa palestyńskiego i spór o ziemię nie zajmuje ich tak bardzo jak sąsiadów po drugiej stronie muru, to jednak niedawna wymiana ciosów doprowadziła do wzrostu agresji między żydowskimi i palestyńskimi obywatelami izraelskich miast, dotąd żyjącymi ze sobą w stosunkowo poprawnych relacjach. Krótko mówiąc: klimat zdecydowanie nie sprzyja zawiązywaniu takiej koalicji. Jeśli dodać do tego, że po stronie żydowskiej głównymi twarzami nowego rozdania są politycy nieuznający żadnych ustępstw w kwestii np. rozbudowy osiedli na Zachodnim Brzegu, obecność w takim rządzie partii arabskiej wydaje się co najmniej dziwna.

Jest jednak jeden zasadniczy powód, dla którego jest ona możliwa: chęć odsunięcia urzędującego już w sumie 15 lat (w tym 12 lat bez przerwy) premiera Binjamina Netanjahu. To na tyle silne pragnienie, że liderzy nowej koalicji są gotowi chwilowo odłożyć na bok zasadnicze różnice. Z naszego punktu widzenia istotne jest również to, że o ile Netanjahu nie zapisał się jako polityk wykazujący zrozumienie dla polskiej wrażliwości historycznej, o tyle po nowych koalicjantach ze skrajnej prawicy można spodziewać się jeszcze mniej pojednawczych gestów.

Sami nie swoi

Niezwykłość sklejanej koalicji polega również na tym, że w ciągu ostatniej dekady z izraelskich kręgów rządowych sączyła się konsekwentna propaganda przedstawiająca arabskich obywateli państwa w niezbyt korzystnym świetle. Podkreślmy: nie chodzi o Palestyńczyków ze Strefy Gazy, w tym przede wszystkim o Hamas, ale o zamieszkujących Państwo Izrael Palestyńczyków i innych Arabów, będących formalnie obywatelami izraelskimi. Dużą „zasługę” w podburzaniu Izraelczyków wobec tej społeczności miał właśnie premier Netanjahu, gdy musiał wyróżnić się radykalizmem na tle pozostałych partii prawicowych. Zarazem ten sam polityk w ostatnich wyborach robił wszystko, by zyskać poparcie arabskich wyborców, przyjął nawet arabski przydomek… Celem było stworzenie tego, co prawdopodobnie uda się jego konkurencji (to zależy jeszcze od głosowania w Knesecie w połowie czerwca): szerokiej koalicji, która pozwoliłaby utrzymać władzę (w przypadku Netanjahu) lub odsunąć go od urzędu (w przypadku jego konkurentów). Inna sprawa, że w partiach arabskich znajdowali się również politycy, którzy byli oskarżani przez władze izraelskie o szpiegowanie na rzecz m.in. Libanu i innych krajów arabskich.

Partia, która teraz wejdzie w koalicję z izraelską prawicą, to Zjednoczona Lista Arabska (Ra’am), którą popierają głównie najbardziej nacjonalistycznie nastawieni Arabowie izraelscy. Trudno powiedzieć, jak w praktyce będą dogadywać się z takimi postaciami jak Awigdor Lieberman (typowany na ministra skarbu), który jest jednym z najbardziej radykalnych zwolenników żydowskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu, bez uwzględniania jakichkolwiek praw Palestyńczyków. Podobnie trudno wyobrazić sobie długofalową współpracę islamskich nacjonalistów z Yairem Lapidem, byłym ministrem finansów (zresztą w jednym z gabinetów Netanjahu), obecnie typowanym na szefa izraelskiej dyplomacji, a w połowie kadencji mającego objąć funkcję premiera. To Lapid przecież był autorem słynnej ustawy, która po raz pierwszy oficjalnie uznała Izrael za państwo żydowskie, co naturalnie oburzyło izraelskich Arabów. Na dłuższą metę nie należy też spodziewać się sympatii z drugim politykiem izraelskiej prawicy, Naftalim Bennettem, który będzie premierem w pierwszej połowie kadencji, a który przed laty w wywiadzie dla „Washington Post” powiedział: „Zabiłem wielu Arabów i nie mam z tym żadnego problemu”.

Antypolonizm

Tych dwóch polityków – Lapid i Bennett – nie zapisało się również najlepiej w najnowszej historii relacji polsko-żydowskich. To oni w dużej mierze przyczynili się do rozpętania antypolskiej histerii w Izraelu po uchwaleniu przez Sejm nowelizacji ustawy o IPN w 2018 r. Lapid mówił wtedy, że „były polskie obozy śmierci i żadne prawo nigdy tego nie zmieni”. Natomiast Bennett powtarzał, że „polski naród miał swój udowodniony udział w mordowaniu Żydów w czasie Holokaustu”. Później, gdy rządy izraelski i polski podjęły próbę załagodzenia konfliktu specjalną deklaracją premierów Netanjahu i Morawieckiego, Bennett krytykował dokument za to, że „opisuje rzekome systematyczne działania rządu polskiego na uchodźstwie i innych Polaków w celu pomocy członkom narodu żydowskiego. Zapis ten nie jest zgodny z rzeczywistością. Polskie działania były nieliczne i nie miały charakteru centralnego”. Stosunek Bennetta do Polski i słynnej ustawy o IPN był zresztą trochę niejednoznaczny. Mówił najpierw, że jest gotowy przylecieć do Polski (pełnił funkcję ministra edukacji), by rozmawiać o problemie, a w liście rozesłanym do dziennikarzy izraelskich napisał m.in.: „Uważam, że możemy zakończyć obecny spór z polskim rządem za pomocą dialogu, a nie za pośrednictwem mediów” oraz „Zamierzam spotkać się z przywódcami politycznymi i polskimi studentami i przedstawić im jasne przesłanie: nie możemy zmienić przeszłości, ale wspólnie napisać przyszłość”, co brzmiało dość ugodowo. Problem w tym, że zaraz dodawał: „Jestem zdeterminowany, aby wyjaśnić, że fakty są bezdyskusyjne: Polska była zaangażowana w mordowanie Żydów podczas Holokaustu. Zamierzam powiedzieć prawdę w miejscu, w którym to się stało – i ta prawda nie jest zależna od tego [proponowanego] prawa ani od żadnego innego”. Obiecująca w punkcie wyjścia wizyta, która mogłaby uruchomić realny dialog, miała być de facto kolejnym postawieniem Polski pod ścianą. Jeśli bowiem izraelski polityk „jest zdeterminowany”, by powiedzieć nam, że Polska (która wtedy jako państwo nie istniała), a nie pojedynczy Polacy (o czym wiemy i czemu nikt nie zaprzecza), dokonywała mordów na Żydach, to świadczy to o skrajnym uprzedzeniu wobec naszego kraju i samych Polaków. Ostatecznie minister Bennett do Polski nie przyjechał, co prawdopodobnie raczej pomogło w załagodzeniu sporu w tamtym czasie. Za to z pewnością nie pomogła inicjatywa Bennetta, który zapowiadał, że w izraelskich szkołach wprowadzi nowy blok zajęć obowiązkowych o „roli Polaków w Holokauście”, który ma być realizowany na wycieczkach szkolnych do Polski. Biorąc pod uwagę fakt, że obaj panowie – Bennett i Lapid – mają rotacyjnie sprawować funkcję premiera Izraela, nie wróży to dobrze relacjom z Polską. Choć trzeba mieć nadzieję, że ten pesymizm nie znajdzie potwierdzenia w rzeczywistości. Leży to w interesie obu krajów.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg