"Zastrzyk adrenaliny" dla dżihadystów

Generałowie Mark Milley i Frank McKenzie ocenili w środę, że sposób zakończenia wojny w Afganistanie przez USA był "strategiczną porażką", która wzmocni organizacje dżihadystyczne. Jednocześnie wojskowi przyznali, że pozostawienie tam sił USA mogło doprowadzić do dodatkowych strat.

"Talibowie siedzący w Kabulu znacząco ośmielili globalny ruch dżihadystyczny (...). To zastrzyk adrenaliny w ich ramiona. Ich dziadkowie pokonali Związek Sowiecki w Afganistanie wiele lat temu (...), a teraz ich własne struktury ogłaszają to jako wielkie zwycięstwo" - powiedział generał Milley występując przed komisją ds. sił zbrojnych Izby Reprezentantów.

Pytany o skutki wycofania się USA dla przeciwników Ameryki, jak Rosji i Chin, najwyższy rangą amerykański dowódca stwierdził, że Moskwa "jest mocno zaniepokojona" zagrożeniem, jakie terroryści mogą stanowić w jej sąsiedztwie. Dodał, że podobne obawy może mieć ChRL, biorąc pod uwagę sytuację w jej zachodnich prowincjach.

Milley powtórzył swoją ocenę z wtorkowego wysłuchania w Senacie, że wojna w Afganistanie zakończyła się "strategiczną porażką" USA. Dodał, że choć Stany Zjednoczone są dziś bezpieczniejsze, niż 20 lat temu, rządzony przez talibów kraj stwarza warunki do odrodzenia się Al-Kaidy i Państwa Islamskiego. W jego ocenie może dojść do tego w ciągu 6-36 miesięcy.

Zarówno Milley, jak i szef Dowództwa Centralnego (CENTCOM) generał Frank McKenzie - dowódca odpowiedzialny za operacje sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie - stwierdzili, że opowiadali się za utrzymaniem w tym kraju liczącego 2,5 tys. żołnierzy kontyngentu. W ich opinii to by wystarczyło, by zapobiec upadkowi afgańskiej armii, która - jak stwierdził Milley - była w zbyt wielkim stopniu uzależniona od amerykańskiego wsparcia.

Milley jednocześnie przyznał, że w przypadku pozostawienia kontyngentu, amerykańscy żołnierze ponownie staliby się celem ataków ze strony talibów i byliby narażeni na większe straty. Generał przyznał również, że nie wie, czy dałoby to ostatecznie lepszy skutek.

"Prowadzenie wojny w nieskończoność" odradzał prezydentowi Joe Bidenowi szef Pentagonu Lloyd Austin, który w przeszłości jako generał również odpowiadał za Afganistan. Austin stwierdził, że pozostawienie małego kontyngentu nie wchodzi w grę, bo w obliczu wznowionych ataków talibów USA byłyby ponownie zmuszone zwiększyć liczbę żołnierzy.

Decyzji Bidena bronił też szef komisji ds. sił zbrojnych, Demokrata Adam Smith, który stwierdził, że utrzymanie stabilnego status quo w Afganistanie z zaledwie 2,5 tys. żołnierzy "nie było realną opcją".

Obaj wojskowi, podobnie jak występujący u ich boku szef Pentagonu, wskazali, że jednym z najważniejszych czynników, który podkopał morale afgańskiej armii i rządu była zawarta w Dausze przez poprzednią administrację USA umowa z talibami, wyznaczająca termin wyjścia wojsk z kraju na 1 maja 2020 roku. Milley dodał przy tym, że w listopadzie 2020 roku otrzymał - bez uprzedniej zapowiedzi - pisemny, dwuzdaniowy rozkaz podpisany przez ówczesnego prezydenta Donalda Trumpa, nakazujący wycofanie wszystkich wojsk z Afganistanu oraz Somalii do 15 stycznia 2021 roku. Ostatecznie po konsultacjach z przedstawicielami Białego Domu został on wycofany.

Austin zeznał, że administracja Trumpa nie przekazała nowej ekipie żadnych planów dotyczących wyjścia ani ewakuacji z Kabulu. Mimo to wojskowi przygotowali z wyprzedzeniem plany ewakuacji i - jak stwierdził generał McKenzie - dzięki tym przygotowaniom w krótkim czasie udało się zabezpieczyć lotnisko w Kabulu i przeprowadzić bezprecedensową ewakuację.

Generał Milley ocenił, że wojna nie została przegrana w ciągu "ostatnich 20 dni, ani 20 miesięcy", tylko w wyniku długiej serii błędnych decyzji podczas całych 20 lat amerykańskiego zaangażowania w Afganistanie.

McKenzie tłumaczył się przed kongresmenami z ataku za pomocą drona w Kabulu, w którym zginęło 10 niewinnych osób, w tym siedmioro dzieci. Pentagon początkowo twierdził, że zabito wówczas terrorystę IS-Ch zamierzającego przeprowadzić atak na lotnisko w Kabulu. Generał wziął na siebie odpowiedzialność za omyłkowy atak i dodał, że nikt nie wywierał na niego presji. Jak tłumaczył, decyzję podjął w oparciu o dane wywiadowcze.

"Choć w wielu przypadkach nasze informacje były prawidłowe i umożliwiły udaremnienie zamachów IS-Ch, w tej sytuacji były błędne - tragicznie błędne" - powiedział generał McKenzie.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama