Powitanie z Mekką

Nie sposób przygotować się na to doświadczenie.

Pierwszej chwili, kiedy przybyłem do mojego upragnionego miasta i znalazłem się w Świętym Meczecie, nie jestem w stanie z niczym porównać.

Późnym popołudniem wszedłem przez główną bramę, Bab al-Malik. Cały się trząsłem, idąc w chłodnym cieniu pod arkadami podtrzymującymi budynek, aż doszedłem do końca kolumnady. Rozlewające się za nią światło mnie oślepiało. Nie było to zwykłe dzienne światło – był to raczej jakiś stężony płomienny blask, charakterystyczna dla tego miejsca jasność, która wypełniała otwarty dziedziniec w sercu meczetu. Brakowało mi tchu, a mimo to wraz z każdym płytkim oddechem odczuwałem, jak rozbrzmiewają we mnie słowa: „Jestem tutaj!”.

Miałem otwarte usta, ale nie byłem w stanie nic powiedzieć. Kręciło mi się w głowie, a mój wzrok był skupiony na Al-Kabie. Stałem tam przejęty i zdumiony, pełen zachwytu, pełen szacunku, szczęśliwy i oszołomiony. W jednej chwili (zdawało mi się, że trwa całe wieki) doświadczałem głębokiego smutku, a jednocześnie nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który pojawiał się na mojej twarzy rozpromienionej bezgraniczną radością. Ogarnęło mnie pragnienie, by wszystkich objąć rozpostartymi ramionami, by wszyscy cieszyli się razem ze mną. Mimo to towarzyszyło mi błogie uczucie, które podpowiadało, że nie ma w tym miejscu innych ludzi. Byliśmy tam tylko ja i Al-Kaba.

Skąd się tam wzięła? A ja, jak się tu znalazłem? Jak to się stało, że oto jest przede mną? Przekraczało to granice mojej wyobraźni i mojego umysłu – było to coś jakby spoza tej rzeczywistości, co stanowiło punkt, za którym jest już tylko modlitwa.

*

Powyższy tekst, którego tytuł pochodzi od redakcji, jest fragmentem książki "Mekka. Święte miasto". Autor: Ziauddin Sardar. Wydawnictwo: Czarne, 2016 r.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama