Pokój to nie spokój

Pokój Boży nie zapobiega uciskom i śmierci, ale nawet one nie są go w stanie zniszczyć.

Najczęstsze życzenie wyrażane przez miss piękności tuż po wyborze brzmi: „żeby był pokój na świecie”. Jak uczy historia, słabo się to udawało, a właściwie nie wychodziło nigdy. Przekonujemy się o tym boleśnie od chwili wybuchu wojny w Ukrainie. „Myślałem, że coś podobnego już nas nie spotka” – mówiło wielu ludzi przekonanych do niedawna, że świat porzucił myśli o zagarnianiu siłą cudzych terytoriów.

Nie porzucił i nic nie wskazuje na to, że to zrobi. Czy ma to nas dziwić, skoro wojny nie ustały nawet z przyjściem Księcia Pokoju, Jezusa Chrystusa? A przecież Zbawiciel powiedział uczniom: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam”. Czyżby coś nie zadziałało? Odpowiedź, jak się wydaje, zawiera się w kolejnym zdaniu: „Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14,27).

Tylko Chrystus daje taki pokój. Nie znaczy to jednak, że chrześcijanin może zatrzymywać go tylko dla siebie. Kto trwa w Bożym pokoju, ten zaprowadza pokój w każdym wymiarze, również doczesnym.

Nie do ruszenia

21 września przypada ekumeniczny Międzynarodowy Dzień Modlitwy o Pokój, ustanowiony z inicjatywy Światowej Rady Kościołów. To jedno z wielu podobnych przedsięwzięć, które podejmują środowiska chrześcijan. Dla wyznawców Chrystusa jasne jest, że o pokój trzeba się modlić. Świat nie może bowiem dać takiego pokoju, którego ludzkość potrzebuje. Świat jest w stanie zdobyć się jedynie na pokój krótkotrwały, zależny od zawodnych z natury ludzi. W takim „zawodnym” obszarze działają niektóre nurty pacyfizmu, zmierzające do stworzenia świata wolnego od przemocy. Tak rozumiany pacyfizm najczęściej zakłada możliwość powszechnej przemiany ludzi bez odwoływania się do pomocy nadprzyrodzonej.

Pokładanie nadziei w pokoju bazującym na zabezpieczeniach wyłącznie ludzkich jest jak kotwiczenie do innej jednostki pływającej. Może to działać, ale tylko do najbliższej burzy, a burze, ku zaskoczeniu zwolenników teorii o stopniowym poprawianiu się kondycji ludzkości, przychodzą coraz gwałtowniejsze, nawet w „cywilizowanych społeczeństwach”, ujawniając niewyobrażalne bestialstwo. Świadczą o tym obie wojny światowe, które wybuchły w epoce, która miała już nie znać niczego podobnego.

Pokój tego świata trwa, gdy wszystko idzie zgodnie z oczekiwaniami – a przecież nie zawsze tak będzie. Trwa, gdy ludzie są życzliwi i podziwiają, dobrze płacą i chwalą – a przecież nie zawsze tak będzie. Trwa, dopóki nie nadejdzie ucisk – a przecież nadejdzie.

Jezus nie pozostawia złudzeń: „To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

Pokój Chrystusowy jest zakotwiczony w niebie. Nie narusza go „utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz”.

Pokój wprowadzić

Pokój Chrystusowy nie oznacza zgody na bierność i krzywdzenie ludzi. Jezus wskazuje, że w tej kwestii mamy być aktywni, dlatego obiecuje: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9).

Wprowadzanie pokoju oznacza stosowanie Ewangelii w każdej sytuacji. A bywają chwile, w których wręcz niemoralne jest trwanie w bezczynności. Dlatego naiwnością jest zakładanie, że społeczeństwa nie potrzebują służb „siłowych”. Mówi o tym konstytucja soborowa Gaudium et spes: „Ci zaś, którzy oddani służbie ojczyzny pełnią ją w wojsku, winni się uważać za wspierających bezpieczeństwo i wolność narodów, bo też – o ile tylko wykonują to zadanie właściwie – rzeczywiście przyczyniają się oni do utrwalenia pokoju”. Tekst ten podpisał w 1965 roku Paweł VI. Dwa lata później wypowiedział się krytycznie o unikaniu osobistej odpowiedzialności za wprowadzanie pokoju: „Pokój nie jest pacyfizmem, nie może być pretekstem dla tchórzostwa i lenistwa, ale wyraża najwyższe i uniwersalne wartości życia: prawdę, sprawiedliwość, wolność, miłość” – pisał w orędziu na I Światowy Dzień Pokoju. Jednocześnie podkreślił, że konieczne jest nieustanne dążenie do tego, aby świat miłował pokój, budował go i bronił. „Natomiast by przeciwstawić się wszelkim odradzającym się zjawiskom, które grożą nowymi wojnami (rywalizacje nacjonalizmów, zbrojenia, prowokacje rewolucyjne, nienawiść rasowa, duch zemsty itp.), oraz by uniknąć pułapek taktycznego pacyfizmu, który obezwładnia przeciwnika lub osłabia w sercach poczucie sprawiedliwości, obowiązku i ofiary, trzeba budzić w ludziach naszych czasów i w przyszłych pokoleniach zmysł i umiłowanie pokoju opartego na prawdzie, na sprawiedliwości, wolności i miłości” – stwierdzał papież w tym samym orędziu. Podobnie pisał w orędziu na rok 1984 Jan Paweł II. Zauważył, że „choć może się to wydać paradoksalne, ten, kto naprawdę pragnie pokoju, odrzuci wszelki pacyfizm, za którym kryłoby się tchórzostwo czy zwykła chęć zapewnienia sobie spokoju”.

Są takie sytuacje

Kościół w swoim nauczaniu odczytuje całą Ewangelię, a nie tylko jej fragmenty, dlatego mówiąc o pokoju, nie odrzuca możliwości, a niekiedy konieczności użycia siły. „Religijne argumenty, jakoby obrona zbrojna była zawsze czymś niemoralnym, naznaczone są złą wiarą. Jeśli ktoś w przykazaniu »nie zabijaj« słyszy zakaz jakiejkolwiek obrony zbrojnej, nie może nie wiedzieć, że odrzuca w ten sposób elementarne zasady hermeneutyki biblijnej, która każe unikać interpretacji jawnie niezgodnych z duchem Biblii” – stwierdza stanowczo o. prof. Jacek Salij OP w książce „Wojna o pokój? O wojnie i pokoju widzianych oczami chrześcijanina”.

W książce „Pytania nieobojętne” dominikanin posługuje się przykładem, wobec którego człowiek sumienia musiałby zająć stanowisko i zdecydowanie działać.

„Wyobraźmy sobie, że do przedszkola wtargnął jakiś szaleniec, który zabija dzieci. Tylko użycie przemocy może je uratować. Czy ktoś o zdrowych zmysłach powie wówczas, że byłoby to naruszeniem prawa moralnego? Przeciwnie, haniebnie zachowałby się człowiek, który pod pozorem wstrętu do przemocy bezczynnie przypatrywałby się dokonującej się tragedii. Albo gdyby, zamiast natychmiast działać w obronie dzieci, próbował perswadować szaleńcowi, aby ten zaniechał swoich straszliwych działań”. Wojna za wschodnią granicą pokazała, że nie są to rozważania tylko teoretyczne. Tym bardziej nie jest rzeczą właściwą unikanie konfrontacji z wynikającymi z tego trudnymi pytaniami.

„Teologia, czerpiąc także z Ewangelii i Tradycji, może stać na straży tego, aby pokoju nie zredukowano do braku przemocy czy wojny, równowagi wrogich sił, określonych ram działalności społecznej ani zadań polityków chrześcijańskich, ale by pokój był przestrzenią twórczą, pozwalającą na rozwój człowieka, dobra wspólnego, narodów, państw i społeczności międzynarodowej” – stwierdza ks. dr hab. Cezary Smuniewski w opracowaniu „Pacyfizm w oczach współczesnych”. Autor pisze, że w tym celu „pokój musi ujawniać się w Kościele i jego przepowiadaniu jako nieustannie aktualny dar Zmartwychwstałego Pana, a także być ciągłym wydarzeniem i przepowiednią”. I kończy: „Taki pokój nie stanie się pacyfizmem”. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |