Ten pochodzący z języka arabskiego wyraz oznacza mauzoleum lub grób muzułmańskiego świętego, cel pielgrzymek.
Kiszimdżan i Turdubek przeszli na wcześniejszą emeryturę. Żyją biednie. Gdyby nie córka, która przysyła pieniądze z Ameryki, byłoby jeszcze gorzej.
Na kolację jest makaron ze śmietaną i trochę chleba. Kuchnia właściwie świeci pustkami. W centralnym miejscu na ścianie zdjęcie Manas Ordo. To park historyczny na obrzeżach Tałasu. Otwarto go w 1995 roku, obchodzonym jako jubileusz tysiąclecia eposu o Manasie. Jest tu Muzeum Manasa, jest przestrzeń do wypoczynku, pikników, modlitwy. W parku kolekcja rzeźb i pomników. Muzyka sączy się z głośników sprytnie ukrytych między drzewami. Jest też niewielki budynek, kubik o szpiczastym dachu – Manas Kümböz z 1334 roku, mauzoleum, według oficjalnej narracji miejsce pochówku Manasa. Inskrypcja na budynku wskazuje jednak, że pochowano tu kogoś innego: księżniczkę Kenizek Chatun z dynastii Karachanidów, których państwo zajmowało ogromne przestrzenie Turkiestanu od X do początku XII wieku. Obecność napisu tłumaczy się tak, że Kanykej, małżonka Manasa, miała zlecić inskrypcję dla zmyłki, by wrogowie wielkiego wodza nie zbezcześcili grobu. Archeolodzy znaleźli w nim szkielet mężczyzny dwumetrowego wzrostu. Uznali to za dowód, że w mauzoleum spoczywa wielki wódz Kirgizów.
Rzekomych miejsc ostatniego spoczynku Manasa jest jednak więcej, i to w całym kraju. Wszystkie są „tajne”, nieoznaczone, tak samo jak miejsca pochówku wojów z drużyny Manasa. Ktoś niewprawny nie dojrzy w nich nic szczególnego. Uważne kirgiskie ucho słyszy w nich jednak tętent koni Manasa. To miejsca święte, gdzie moc manifestuje się ze szczególną siłą.
Manas Ordo to mazar. Ten pochodzący z języka arabskiego wyraz oznacza mauzoleum lub grób muzułmańskiego świętego, cel pielgrzymek. W Kirgistanie używa się go jako określenia wszelkich świętych miejsc, dużych i małych, tych bardzo popularnych i tych znanych tylko lokalnie. Jest tam zazwyczaj święte źródełko, rośnie święte drzewo, często są tam niezwykłe formacje skalne. Zdarzają się cuda, można wyleczyć się z chorób, oczyścić myśli. Ale trzeba też uważać. Za złe zachowanie duch, właściciel mazaru, może człowieka ukarać.
Karachanidzkie mauzoleum było już wcześniej celem pielgrzymek. Pielgrzymowano też na górę, u której stóp leży. Na jej wierzchołku Manas miał podobno swój punkt obserwacyjny. W płynącym nieopodal strumieniu obmywał swoje rany. Biszkek uznał więc, że jest w tym miejscu potencjał, i zbudowano park historyczny.
Kirgistan nie ma królewskiej dynastii, żadnego Czyngis-chana albo Timura, na którym mógłby budować tożsamość państwową. Nie ma ojca założyciela ani matki założycielki. Został nim więc Manas, emanacja kirgiskiej państwowości. Bo według oficjalnej wykładni Manas to postać historyczna – wódz, który zjednoczył kirgiskie plemiona, prowadząc je do zwycięskiej kampanii w latach 840–842 przeciwko mongolskim Ojratom. Tyle że wojny z Ojratami Kirgizi toczyli w wieku XVIII. Nawet jeśli dla wielu Kirgizów Manas to postać raczej legendarna, w niepodległym Kirgistanie epos o Manasie został podniesiony do rangi ideologii państwowej (...)
Epos o Manasie jest długi, dłuższy niż Iliada, Odyseja, Mahabharata lub tybetański epos o królu Gesarze, przynajmniej jeśli liczyć wersy – jest ich ponad pół miliona – a nie słowa. To, jak długa jest jego historia, już trudniej określić. Wprawdzie w 1995 roku Kirgistan świętował tysiąclecie eposu – liczone raczej umownie, bo przecież nie wiadomo, od którego momentu ten tysiąc lat liczyć – ale pierwsza pisemna wzmianka o postaci imieniem Manas pochodzi ze źródeł perskich z XVIII wieku. Sam epos, a właściwie trylogia o losach Manasa, jego syna Semeteja i wnuka Sejteka, zapisany został po raz pierwszy, oczywiście wyrywkowo, przez kazachskiego historyka i folklorystę Czokana Walichanowa, a potem niemieckiego orientalistę Wilhelma Radloffa w drugiej połowie XIX wieku.
W pierwszych latach istnienia ZSRR Manas cieszył się jeszcze przychylnością władz. W 1925 roku Kasym Tynystanow, literat i lingwista, zdążył opublikować fragment utworu w Moskwie. Dziesięć lat później we Frunze zebrał się kongres, na którym analizowano, co Manas może dać nie tylko Kirgizom, ale wogó le człowiekowi radzieckiemu. No i okazało się, że nic dobrego. Pojawiły się głosy, że gloryfikuje klasy feudalne, rzecz dzieje się przecież wśród majętnych nomadów, a wymowa dzieła jest niezgodna z duchem partii. Należało je więc wyczyścić z tych kontrrewolucyjnych brudów. Za chwilę zaczną się jednak stalinowskie czystki. Tynystanow zostanie rozstrzelany w 1938 roku, wraz z innymi uczestnikami kongresu. Manas trafi na indeks, podobnie jak wszystko inne, co zawiera ślady tożsamości politycznej Kirgizów.
Ideologiczne kłótnie o Manasa ciągnęły się dekadami. Za rzucano mu burżuazyjny kosmopolityzm, antyrosyjskość, antychińskość i panislamizm. Dopiero w latach osiemdziesiątych Manas zaczął wracać do łask. W Biszkeku pierwszy pomnik postawiono mu w 1985 roku, tym samym, w którym Michaił Gorbaczow zapowiedział pieriestrojkę. Sześć lat później Związek Radziecki należał już do historii. Dziesięć lat później niepodległy Kirgistan świętował tysiąclecie Manasa. Wychodzi na to, że Manas przez większość trwania ZSRR miał mocno pod górkę.
Dziś w kraju pomników Manasa jest mnóstwo. Jego imię nosi lotnisko w Biszkeku. Politycy rozważali nawet przemia nowanie stolicy na Manas. Uczelnie wykładają manasologię. Na dwóch z siedmiu nominałów kirgiskich banknotów są wizerunki manasczy, śpiewaków eposu. Choć dawniej epos śpiewali tylko dorośli, dziś mogą się go uczyć także dzieci.
Ale zamieszanie wokół Manasa miało ciąg dalszy. W 2009 roku epos trafił na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Inicjatywa wyszła z Pekinu, który twierdził, że reprezentuje kirgiską mniejszość w zachodnich Chinach. Dla Biszkeku był to poważny afront, ale Kirgistan dał sobie z tym radę. Zgłosił Manasa raz jeszcze, tym razem jako trylogię o Manasie, Semeteju i Sejteku. Od 2013 roku i ona figuruje na liście UNESCO. Manas jest więc na niej obecny dwa razy...
*
Powyższy tekst pochodzi z książki "Baranie oko. Reportaż z Kirgistanu". Autorka: Emilia Sułek. Wydawnictwo CZARNE

Starożytne Hippo Regius, współczesna Annaba, którą odwiedza Leon XIV.
Według żydowskiej tradycji był nim Abram, żyjący 2000 lat przed naszą erą w mieście Ur w Babilonii.