Uległość czy przebudzenie?

Francja musi zdecydować, jak dalej żyć z islamem. Między dotychczasową uległością a pokusą zbiorowej odpowiedzialności jest jedna alternatywa: normalność. Pytanie, czy w kraju, który stracił własną tożsamość, 
nie jest na nią za późno.

Reklama

To Francja dostosowuje się do islamu, a nie islam do Francji – słychać coraz głośniej nad Sekwaną. Trzeba przyznać, że refleksja przyszła dość późno jak na szczycący się intelektualnymi osiągnięciami naród.

Szariat dla wszystkich

To przebudzenie widoczne jest również w środowiskach, które dotąd płynęły błogo w nurcie politycznej poprawności. Poprawności, której absurd najlepiej pokazała ta scena z zeszłego roku po zamachach w Paryżu: prowadząca na żywo program w telewizji France24 zapytała obecnego w studiu imama: „Jak wytłumaczyć islamskim radykałom, że oni nie reprezentują islamu?”. Imam spojrzał zdziwiony na dziennikarkę i odpowiedział: „Kłopot w tym, że oni reprezentują islam, ale w innym wydaniu i...”. Nie dokończył. Prezenterka usłyszała zapewne w słuchawce polecenie z reżyserki, że program trzeba przerwać, bo natychmiast urwała rozmowę… Drugą skrajnością jest oczywiście stosowanie zbiorowej odpowiedzialności wobec wszystkich muzułmanów, nie przyjmując do wiadomości, że duża część tej społeczności z terroryzmem nie chce mieć nic wspólnego.

Prawdziwy problem Francji polega więc na tym, że zarówno intelektualne pięknoduchy, które przez dekady stwarzały „tolerancyjny” klimat, pozwalający dojrzewać islamskim radykałom, jak i skrajna prawica, dla której zamachy terrorystyczne są wodą na młyn w szerzeniu rzeczywistych postaw ksenofobicznych, zaprowadziły ten kraj w kozi róg, w ślepą uliczkę, z której nie widać za bardzo wyjścia. I oto nagle pojawił się pomysł przebudzonego premiera Francji, który uważa, że islam należy ucywilizować, zeuropeizować i zdemokratyzować. Dla przebudzonych Francuzów brzmi to nawet rozsądnie. Tyle że czytając uważnie to, co Manuel Valls proponuje, i mając w tyle głowy nie taką znowu futurystyczną wizję literacką Michela Houellebecqa z „Uległości”, można odnieść wrażenie, że paradoksalnie to początek drogi, która i tak prowadzi do – pewnie wbrew intencjom autora pomysłu – islamizacji Francji. Nie za pomocą podboju, zamachów, tylko drogą całkowicie demokratyczną.

Powodów jest kilka. Po pierwsze – we Francji jest już za późno na odwrócenie tendencji w kierunku: islam dostosowuje się do Francji. Za późno, bo muzułmanie, tacy jacy są, ze swoimi zwyczajami i prawem szariatu, nawet ci odrzucający przemoc w imię Allaha, są już integralną częścią społeczeństwa francuskiego, co więcej, mają świadomość praw nabytych, w tym niepisanego, ale tolerowanego prawa do narzucania swoich zwyczajów w miastach czy dzielnicach, które zamieszkują. I nie mówimy w tym miejscu – powtórzmy to – o radykalnych islamistach dokonujących zamachów, tylko o przeciętnych muzułmanach, traktujących jednak serio nakazy szariatu. Z tym też wiąże się drugi powód: gdy muzułmanie rosną w siłę w danym społeczeństwie, naturalne dla nich jest stopniowe wprowadzanie prawa szariatu już nie tylko lokalnie, ale w skali całego kraju. A co za tym idzie – narzucanie jego reguł również niemuzułmanom. Oczywiście Francja to mimo wszystko (jeszcze) nie Maroko czy Indonezja. Jednak mówienie, że wielomilionowa mniejszość muzułmańska, wierząca mocno w swoje zasady (w przeciwieństwie do niewierzącej w nic większości Francuzów), zgodzi się zrezygnować ze swojego systemu wartości w imię jakichś mętnych „wartości republikańskich”, jest dowodem niemałej naiwności. Po trzecie wreszcie, słowa premiera Vallsa o konieczności stworzenia czegoś w rodzaju „euroislamu” dziwnie kojarzą się ze wspomnianą political fiction Houellebecqa.

Euroislam

W powieści francuskiego pisarza, która rozgrywa się w 2022 roku, główne siły polityczne, centroprawica i socjaliści, wspólnie z bardzo silnym Bractwem Muzułmańskim dogadują się w sprawie poparcia dla kandydata na prezydenta wysuwanego właśnie przez Bractwo, Mohammeda Ben Abbesa. Celem tej egzotycznej (nawet jak na poprawną politycznie Francję) koalicji jest niedopuszczenie do zdobycia władzy przez kandydata Frontu Narodowego. Krótko mówiąc, dla socjalistów, a nawet dla centroprawicy „mniejszym złem” jest muzułmański prezydent niż triumf narodowców. Oczywiście ceną takiego porozumienia ponad podziałami ma być kompromis każdej ze stron układu. Tyle że nie trzeba być szczególnie uważnym czytelnikiem, by zauważyć, że na daleko idący kompromis idą przede wszystkim elity, które dotąd, na zmianę, rządziły Francją. Ugrupowanie islamskie obiecuje tylko zachowanie części praw dla ciągle jednak niemuzułmańskiej większości, nie ma jednak wątpliwości, czyje zasady mają obowiązywać wszystkich Francuzów. I rzeczywiście, po wygranej Ben Abbesa obserwujemy zmiany na przykładzie głównego bohatera książki, profesora paryskiej Sorbony. Ma możliwość natychmiastowego przejścia na emeryturę lub pozostania na stanowisku pod warunkiem… przejścia na islam. Z takiej opcji korzysta wielu jego kolegów, on początkowo wybiera emeryturę, która zresztą okazuje się tak godziwa finansowo, jak gdyby został emerytem 20 lat później. W tym czasie widzi, że koledzy, którzy wybrali karierę i tym samym dokonali konwersji na islam, układają sobie na nowo życie, łącznie z wyborem kilku żon i pensją trzykrotnie wyższą niż jego emerytura. W końcu sam też idzie tą drogą uległości i wraca na uczelnię. Na wiadomych zasadach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • PTaraski
    19.09.2016 16:09
    Redaktor Dziedzina robi wiele słusznych uwag, ale jego podstawowa teza o "przebudzeniu nad Sekwaną" jest po prostu krzycząco nieprawdziwa. Zastanawiam się, czy się w tej sprawie zupełnie nie orientuje, czy woli nie pisać o prawdziwych przyczynach.

    A prawda jest jasna jak słońce. Przez dekady media i rządy lewicowe pracowały nad przebudową społeczeństw europejskich i ogólnie społeczeństw cywilizacji chrześcijańskiej opartej na klasycznych wzorach. Nurty te są finansowane przez wielki kapitał i wspierane przez wiadome ośrodki i "mniejszości". Ich hasła i deklaracje o równości, o wolności, otwartości, niedyskryminowaniu ... mają dokładnie tyle samo wspólnego z prawdą, co hasła komunistyczne. Zresztą neomarksizm i marksizm kulturowy wywodzą się z komunizmu. Czy ktokolwiek wierzy, że np. dzieci dla ich dobrego rozwoju trzeba od 4. roku życia instruować o sposobach masturbacji? Albo, że mężczyzna może stać się kobietą, kiedy sobie to wymyśli. Albo, że "małżeństwa" homo są naturalne, dobre dla żyjących w nich i społeczeństwa? NIE!

    Od dawana wiemy, że różne cywilizacje walczą pomiędzy sobą o dominację: żydowska, islamska, chrześcijańska, ...

    To wszystko jest wykorzystywane jako taran do niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej, do zamienienia chrześcijańskich narodów i społeczeństw w bezkształtną masę, którą będzie można dowolnie sterować. Do tego są potrzebne te wszystkie "mniejszości", islam, gender itp. Na to dają pieniądze miliarderzy. Do tego dążą ludzie lewicy, do tego dążą tajne stowarzyszenia, że wspomnę m..rię, do tego dąży wiadoma mniejszość uprzywilejowana. A nawet ludzie formalnie będący w strukturach Kościoła, chcą zniszczenia cywilizacji chrześcijańskiej, że wspomnę wypowiedź bpa Zadarko. Oczywiście takich biskupów jest znacznie więcej, ale inni się nie wypowiadają wprost.

    Za pomocą islamu, "mniejszości", demoralizacji, gender jest toczona tzw. wojna proksy z chrześcijaństwem.
    Jeśli się coś ostatnio zmieniło, to nie jest to przebudzenie, ale niemożność stosowania zgranych trików, bo społeczeństwa, chociaż już bardzo zniszczone i zdemoralizowane - już w nie nie chcą wierzyć, bo te triki są w jaskrawej sprzeczności z tym, co widać za oknem: zamachy, nietolerancję islamu, demoralizację. A ponieważ tymi zgranymi kartami nie da się już grać, jak poprzednio, to będzie pewne poluzowanie i dostoswanie do rzeczywistości, jak za komunizmu, kiedy ideologia doprowadzała do drastycznego rozdźwięku z rzeczywistością i trzeba było trochę społeczeństwu poluzować.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama