Od szabatu do niedzieli

Żydzi przetrwali tysiące lat dzięki zachowywaniu szabatu. Dla chrześcijan gubiących poczucie sakralności niedzieli żydowska teologia szabatu może być inspiracją.

Jakie są najważniejsze elementy święcenia szabatu? Podstawą jest powstrzymanie się od wszelkiej pracy. Celem tego nakazu nie jest tylko naturalna potrzeba odpoczynku. Heschel: „Kto chce wkroczyć w świętość dnia, musi wyrzec się przekleństwa targowego zgiełku, jarzma trudu. Musi oddalić się od nerwowości i szału zachłanności, od zdrady, sprzeniewierzania się własnemu życiu. Musi nauczyć się rozumieć, że świat został stworzony i przetrwa bez pomocy człowieka. Przez sześć dni tygodnia usiłujemy zapanować nad światem, w siódmym dniu próbujemy zapanować nad sobą”. Szabat jest dniem służącym życiu jako takiemu, w którym chodzi o „być”, nie o „mieć”. „Człowiek nie jest pociągowym zwierzęciem, a zadaniem szabatu nie jest podniesienie wydajności jego pracy. To nie szabat jest dla powszednich dni tygodnia, to dni powszednie są dla szabatu”.

Szabat jest świętem podniosłym i radosnym. Żydzi widzą w nim przedsmak raju, przedsmak życia w bliskości Boga. Świętowanie wymaga przygotowania, w które powinni być włączeni wszyscy domownicy. Ponieważ w szabat nie wolno rozpalać ognia, ciepłe posiłki przygotowuje się w piątek. Najbardziej charakterystyczną potrawą jest czulent – rodzaj gulaszu z koszernego mięsa, z fasolą, cebulą i kaszą. Dawniej czulent trzymano w wolno stygnącym piecu u piekarza, dokąd znoszono go z całej ulicy czy wioski.

Mężczyźni witają szabat w synagodze na nabożeństwie przed zachodem słońca. Święto rozpoczyna się w piątek po zachodzie słońca. Obowiązkiem kobiet jest zapalnie świec 20 minut przed zmierzchem. „Moja matka i ja rozpalałyśmy świece na szabat i nagle czułam się przemieniona, uczuciowo i nawet fizycznie”, wspomina córka Heschela. Piątkową wieczerzę poprzedza błogosławienie wina, którego dokonuje ojciec. Następnie każdy z uczestników upija łyk. Potem ojciec błogosławi chleb i każdy bierze po kawałku. W sobotę spożywa się posiłek południowy i kolację kończącą szabat. Uroczystość pożegnania szabatu zwana jest hawdala (hebr. oddzielenie) – ponieważ oddziela ona czas uświęcony od czasu powszedniego. Odmawiane jest wtedy błogosławieństwo nad światłem, winem i wonnymi ziołami.

Dni szabatu to nasze katedry

Abraham J. Heschel definiował judaizm jako religię budującą świętość w czasie. Podkreślał, że szabat to świętowanie czasu, nie przestrzeni. „Dni szabatu to nasze katedry”, pisał. Na pierwszych stronach Biblii czytamy, że „Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym” (Rdz 2,3). Heschel akcentował to zdanie. Podkreślał, że pierwszym świętym „obiektem” w historii świata był szabat, czyli świętość czasu. Dopiero potem pojawiła się świętość narodu (ludzi), a jeszcze później świętość Świątyni (przestrzeni). „Sześć dni w tygodniu podlegamy tyranii rzeczy umiejscowionych w przestrzeni. W szabat staramy się odnaleźć harmonię ze świętością ukrytą w czasie. To dzień, w którym jesteśmy wezwani, by mieć udział w wieczności obecnej w czasie, by skupić się nie na owocach stworzenia, lecz na cudzie stworzenia; nie na stworzonym świecie, lecz na stworzeniu świata”.

Czy nie traktujemy czasu jako naszego wroga? Uważamy, że czas pozbawia nas młodości, sił, życia i nieuchronnie prowadzi do starości i śmierci. Wciąż ścigamy się z terminami, nerwowo spoglądamy na zegarek. Dlatego właśnie potrzebujemy momentu zatrzymania się, w których odkrywamy czas jako dar, nie jako tyrana. Heschel podkreślał mocno, że religijność żydowska nie oznacza odwrócenia się od świata, potępienia ludzkiej aktywności czy cywilizacji. „Szabat jest dniem, w którym uczymy się przekraczania cywilizacji”. To dzień zawieszenia broni w okrutnej walce o byt, czas rozejmu w konfliktach. Zakaz wzniecania ognia interpretował duchowo jako zakaz rozpalania ognia gniewu czy nawet sprawiedliwego oburzenia.

Szabat traktowany jest przez Żydów jak oblubienica i królowa. Heschel tłumaczył, że kryje się tu myśl o Bogu, który potrzebuje ludzkiej miłości. „Szabat to obecność Boga na tym świecie otwarta na duszę człowieka”. A skoro pod nasz dach przybywa królowa, oblubienica, to trzeba się przygotować, oczyścić, wyjść jej naprzeciw z pieśnią i pokłonem. „Szabat przychodzi jak pieszczota, odpędzając strach, żal i smutne wspomnienia”.

Niech wybaczą mi czytelnicy nadmiar cytatów, ale urokowi języka żydowskiego mędrca trudno się oprzeć. Być może idealizuje on nieco żydowską tradycję. Ale można uczyć się od niego i innych wierzących Żydów wrażliwości na obecność Boga w czasie. W niedzielę idziemy do kościoła na Eucharystię, ale czy w naszych domach i rodzinach potrafimy świętować? Czy mamy poczucie wyjątkowości tego dnia? Czy niedziela jest wydarzeniem? Czy zapalamy świece, błogosławimy pokarmy, otwieramy Biblię? Czy mamy choć namiastkę domowego rytuału? Oczywiście podobne pytania można stawiać w odniesieniu do niedzielnej Eucharystii. Czy życie parafii kulminuje się w tej chwili? Jak łatwo pewne zachowania czy świeckie rytuały przejmujemy z popkultury, w której miejsce Boga zajęły neopogańskie bożki.

„To, czym jesteśmy, zależy od tego, czym szabat jest dla nas”, pisał Heschel. Nasza chrześcijańska tożsamość zależy od podejścia do niedzieli – święta zmartwychwstania Chrystusa. Żydzi przetrwali i trwają dzięki wierności szabatowi. Co będzie z chrześcijanami? Czym dla nas jest niedziela? Czy jest dla nas świątynią w czasie? Może choć małą kapliczką?

Korzystałem z książki Abrahama J. Heschela, Szabat, Kraków 2009

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama