Trudna miłość

O poranionych narodach, źródłach antysemityzmu i rozczarowaniu Izraelem mówi Eyal Friedman, Żyd mesjański z Jerozolimy.

Jacek Dziedzina: Jakie dowcipy o Polakach krążą wśród Żydów?

Eyal Friedman: Przyznam, że kojarzę dowcipy o polskich kobietach. Główny wątek dotyczy „typowej” polskiej matki i żony. Polska matka jest w nich przedstawiana jako nadopiekuńcza, kochająca „za bardzo” swoje dzieci. Poza tym jest silna i lubi wpędzać cię w poczucie winy. To nawet nie tyle stereotyp dotyczący wszystkich polskich kobiet, ile raczej polskich Żydówek. A dużo więcej dowcipów mamy o Irańczykach, Marokańczykach oraz Irakijczykach.

Polacy nie istnieją w orbicie zainteresowań Żydów w Izraelu? Burza, jaka rozpętała się parę miesięcy temu wokół ustawy o IPN, sprawiała wrażenie, że jesteśmy głównym powodem ich bezsenności.

To wynika trochę z tego, że są pewne rzeczy, których nie chcemy dotykać. Ludzie w Izraelu, gdy słyszą „Polska”, natychmiast mają jedno skojarzenie: Holocaust. Dla większości Żydów temat Polski to ciągle otwarta rana.

Czytając izraelskie gazety, można odnieść wrażenie, że mało kto potrafi oddzielić ziemię, na której dokonał się Holocaust, od jego architektów i sprawców.

To prawda. Dla większości ludzi w Izraelu to bardzo trudne – oddzielić samych Polaków od tego, co się wydarzyło na polskiej ziemi. I to nie jest w porządku. Kiedy izraelscy studenci przyjeżdżają do Polski, zazwyczaj jadą tylko do obozu Auschwitz, nie mają prawie żadnych kontaktów ze zwykłymi mieszkańcami. W szkole też uczą się głównie o trudnej historii II wojny światowej. Nie ma wspominania dobrej, prawie tysiącletniej historii wzajemnego współżycia i faktu, że Polska była miejscem ucieczki dla wielu Żydów z zachodniej Europy. To wszystko zostało wyparte przez Holocaust, który jest czymś ogarniającym totalnie myślenie Żydów. System edukacyjny też nie pomaga.

Szkoły w Izraelu uczą o tym, że to Niemcy stworzyli Holocaust?

Oczywiście, ale to za mało. To trochę tak jak z moją drogą odkrywania Jezusa jako Mesjasza: kiedy pierwszy raz przeczytałem Nowy Testament, nagle dotarło do mnie, że przecież to wszystko wydarzyło się na mojej ziemi. Owszem, wcześniej gdzieś w tyle głowy miałem pojęcie o takich miejscach jak Nazaret, Betlejem i że są jakoś powiązane z chrześcijaństwem, ale nie umiałem połączyć tych elementów w całość, dopóki nasz Pan nie zaczął pracy nade mną. I myślę, że podobny mechanizm działa w odróżnianiu tego, co zrobili Niemcy, i miejsca, w którym to się stało, od samych Polaków. Kiedy rozpętała się burza wobec ustawy o IPN, czytałem parę artykułów w izraelskiej prasie, ale też komentarze pod nimi. I byłem zszokowany, bo ludzie mówili niemal wyłącznie o antysemityzmie w Polsce. Widziałem, jak silne były te emocje, bo Holocaust to jest temat tabu, to coś, czego nie możesz dotknąć, o czym nie możesz dyskutować; to ciągle bardzo świeża rana. My, Żydzi, ciągle myślimy o sobie jako o ofiarach.

I w tym jesteśmy bardzo do siebie podobni.

Dokładnie. Ja starałem się rozumieć rację Polaków, dlaczego ta ustawa jest dla nich tak ważna – bo to nie Polacy są odpowiedzialni za Holocaust. Ale zrozumiałem też, jak my, Żydzi, jesteśmy mocno poranieni i że przez to nie umiemy iść do przodu. Dopóki nie jesteś uzdrowiony, nie możesz nawet zacząć próbować zrozumieć drugiej strony. To było dla mnie bardzo trudne – zobaczyć, w jakiej kondycji jesteśmy. Większość Żydów, nawet jeśli o tym nie mówi, ma silne poczucie zranienia przez życie bez ojca. Nazywamy Boga naszym Ojcem, ale w głębi serca czujemy, że Bóg nas zostawił. Bo jeśli jest naszym Ojcem, to jak mógł dopuścić do Holocaustu? Jaki ojciec pozwala, by jego dzieci poszły do obozu koncentracyjnego? Większość Żydów jest bardzo poranionych, a gdy jesteś poraniony, nie reagujesz w sposób racjonalny, logiczny, kręcisz się ciągle wokół swoich ran.

W wielu środowiskach żydowskich ciągle dominuje przekonanie, że Holocaust ma chrześcijańskie źródła. O ile trudno zgodzić się z tym, że nazizm ma cokolwiek wspólnego z Ewangelią, o tyle trudno zaprzeczyć, że antysemityzm był możliwy z powodu tzw. teologii zastępstwa: Kościół zastąpił Izrael, a Żydzi nie są już narodem wybranym. Chrześcijanie mają problem z przyjęciem słów św. Pawła, że „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”.

Hitler wiele razy podkreślał, że on kończy tylko to, co zaczął Marcin Luter, który mówił, że Żydzi są przeklęci do końca świata, i kazał ich wypędzać z krajów chrześcijańskich. W Niemczech jest pomnik dwóch kobiet: jedna przedstawia synagogę, druga kościół. Pierwsza jest złamana, kobieta-kościół stoi wyprostowana, dumna… To właśnie teologia zastąpienia – Izrael jest osądzony i odrzucony przez Boga, a skoro tak, to możesz z Żydami zrobić wszystko. Są więc również i w tym jakieś ziarna, źródła Holocaustu. Ale dla mnie źródła antysemityzmu są znacznie głębsze. Trzeba sięgnąć do Sema, syna Noego. Arabowie również są semitami, ale kiedy mówimy o antysemityzmie, mówimy jednak o Żydach. Słowo szem w języku hebrajskim oznacza dosłownie imię. Bóg nazywa samego siebie Bogiem Izraela. To jest Jego imię. Tu chodzi nie tylko o imię, ale o to, kim Bóg jest. A On jest Bogiem Izraela. I teologia zastępstwa polega na tym, że nie zgadzamy się z Bogiem. Nie zgadzamy się, że jest dalej Bogiem Izraela, bo Izrael jest skończony, teraz jest nowy Izrael. To powiedzenie, że Bóg zmienił swoje imię na: jestem Bogiem nowego Izraela. Kiedy mówimy o antysemityzmie, mówimy o braku woli zaakceptowania planu Boga i Jego wyboru. To odrzucenie faktu, że On wybrał Izrael do swoich celów.

W odpowiedzi usłyszymy: tak, ale Żydzi w większości też odrzucili plan Boży, bo nie przyjęli Jego Syna i nie uznali Go za Mesjasza.

Właśnie tak. I ja rozumiem te powody – skąd się wzięła tak rozumiana teologia zastąpienia – choć się z nimi nie zgadzam. Widzę duże podobieństwo między zasłoną, która jest na oczach Żydów nieuznających Jezusa za Mesjasza, a zasłoną, która jest na oczach narodów negujących rolę Izraela. To praktycznie ta sama zasłona. A Bóg ściąga zasłonę z oczu nas wszystkich – jest coraz więcej Żydów uznających Jezusa za Mesjasza i coraz więcej narodów rozumiejących rolę Izraela. Musimy wszyscy uznać, że jesteśmy grzesznikami, i skupić się na osobie Jezusa. Bóg jakby ciągle testował naszą pokorę. Kiedy Pan posyła swojego Syna, testuje swój naród – tak, jak potraktują Jezusa, tak traktują Boga. I tak samo testuje narody – tak, jak traktują Izrael i Żydów, tak traktują Boga. Jakby chciał im powiedzieć: niezależnie od tego, jak mocno uwielbiacie Mnie i czcicie, jeśli nie traktujecie Izraela tak, jak was o to proszę, występujecie przeciwko Mnie.

Nawet jeśli Izrael jest trudnym narodem, by tak po ludzku go kochać, co sam często przyznajesz…

Tak, jesteśmy bardzo grzesznym narodem. Kiedy widzę ludzi kochających Izrael, uznaję to za cud. Ja czasem mam problem, by kochać swój naród. Parę tygodni temu przyjechała do Izraela pewna grupa Żydów z Afryki, niektórzy po raz pierwszy. Byli trochę rozczarowani, bo mówili, że czytali Biblię i myśleli, że to ziemia rzeczywiście mlekiem i miodem płynąca, a tu same pustynie i skały. I pomyślałem: to prawda. Wybierając ziemię dla siebie, Bóg nie wybrał najpiękniejszej ziemi. Tak samo jest z narodem Izraela: Izraelici nie są najpiękniejsi, najbardziej utalentowani i najbardziej moralni – i to duży kłopot dla innych, żeby ich zaakceptować. Kiedy czytasz Biblię, widzisz, jak grzeszni jesteśmy. Trudno jest nas kochać. Ale to jest wyzwanie, jakie Bóg stawia przed narodami, jakby mówił: „Ja kocham ten naród, czy macie wolę kochać ich w ten sam sposób?”. Kiedy widzę, że są ludzie, którzy autentycznie kochają Izrael, myślę o dwóch opcjach: albo Bóg dał im jakąś nadzwyczajną łaskę, albo oni tak naprawdę nie znają Żydów. {BODY:BBC} (śmiech){/BODY:BBC}

Kiedy rozmawialiśmy w ubiegłym roku w Jerozolimie, uderzyło mnie, jak łatwo potrafisz oddzielić polityczny sens wydarzeń od ich duchowego znaczenia. Nie bronisz każdego postępowania Żydów, na przykład wobec Palestyńczyków, ale jednocześnie widzisz spełnianie się biblijnych obietnic danych Izraelowi, także w decyzjach, które po ludzku budzą kontrowersje.

To wcale nie jest dla mnie proste: jak pogodzić duchowy punkt widzenia z codzienną rzeczywistością. Próbuję jednak wziąć razem te dwie perspektywy – jedna to lot orła, patrzącego na wszystko z góry, druga to chodzenie mrówki po ziemi. Najtrudniej jest rzecz jasna w przypadku konfliktu Izraela z Palestyńczykami. Oczywiście słucham izraelskich wiadomości i one pokazują głównie nasz punkt widzenia. Kiedy słyszę o zabitych terrorystach, czuję emocjonalnie, że jestem po stronie Izraela. Bo to moi ludzie, mój naród. Ale wiem też, że muszę patrzeć także z perspektywy Bożej, z perspektywy Jezusa: przebaczenia, błogosławienia. To nie jest łatwe. Ale próbuję też zrozumieć perspektywę Palestyńczyków. Kiedy Jozue miał zdobyć Jerycho, zobaczył przed sobą męża z mieczem i zapytał go: „Czy jesteś po naszej stronie, czy po stronie naszych wrogów?”. A ten odpowiedział: „Ani z wami, ani z nimi, ja jestem wodzem zastępów Pańskich”. To znaczy: jestem po stronie Boga. I przyłącz się do mnie, żeby też być po Jego stronie. Może to oznaczać nawet zdobycie ziemi, którą dał nam Bóg. Musimy jednak pamiętać, że to nie jest nasza ziemia, to ziemia Boga, którą On nam dał nie ze względu na nas, ale ze względu na swoje plany. Ona nie należy do nas. My często nie mamy tej perspektywy. To dla mnie bolesne, że mamy tendencję do bycia bardzo nacjonalistycznymi, nie próbujemy zrozumieć drugiej strony. •

Eyal Friedman

Żyd mesjański z Jerozolimy. kilkanaście lat temu uwierzył, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem. Jest zaangażowany w międzynarodowy ruch Toward Jerusalem Council II (TJCII) – w kierunku soboru jerozolimskiego drugiego – dążący do pojednania żydowskiej i nieżydowskiej części Kościoła.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • MagdaLauro
    25.11.2018 20:49
    Dziękuję za ten artykuł. Wszyscy którzy wierzą w to że Jezus jest Mesjaszem powinni się jednoczyć.
  • KATOLIK
    25.11.2018 21:58
    Potrzebowałbym jasnego określenia na wstępie z kim jest przeprowadzana ta rozmowa. Czy z wyznawcą judaizmu, przyjmującym Jezusa za Mesjasza? Ilu ich jest? To ważne, by wiedzieć, bo są też w Izraelu chrześcijanie żydowskiego pochodzenia. Jednak ci chrześcijanie nie nagłaśniają swojej obecności,a ostatnio mają duże kłopoty z wyśrubowanymi podatkami...
  • KATOLIK
    25.11.2018 22:02
    Ilu jest żydów ( wyznawców judaizmu), którzy przyjmują Jezusa jako Mesjasza?
  • katolik
    01.12.2018 14:11
    "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie." J 14: 6
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.