Biblia ambasadora

Czy Polska mogłaby osiągnąć więcej w relacjach z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, gdyby zaczęła uprawiać… dyplomację religijną?

W obu państwach ten nurt jest dzisiaj jedną z podstaw stosunków międzynarodowych. Ale i w wielu innych miejscach na świecie dyplomacja religijna stanowi element „załatwiania” polityki zagranicznej. Ile w tym zwykłej symboliki i kurtuazji, a ile skuteczności?

Politologia nie wystarczy

John Kerry, sekretarz stanu USA za prezydentury Baracka Obamy, w 2016 r. na łamach jezuickiego magazynu „America” opublikował zaskakujący dla wielu tekst: „Często mawiam, że gdybym mógł znów wrócić na studia, to wybrałbym raczej religioznawstwo jako główny kierunek. Nie poszedłbym na politologię, ponieważ to osoby i instytucje religijne mają duży wpływ we wszystkich regionach świata, i to w niemal każdej kwestii, która jest istotna dla polityki zagranicznej USA”. To nie były tylko słowa rzucone na wiatr. Ten sam John Kerry utworzył w Departamencie Stanu specjalną komórkę – Biuro ds. Religii i Spraw Globalnych. I choć nam w podobnych nazwach mogą pobrzmiewać echa niesławnego Urzędu ds. Wyznań z okresu PRL, to za Atlantykiem oraz na Bliskim Wschodzie jest czymś zupełnie naturalnym, że religia i wiara oraz rola liderów religijnych są punktem odniesienia w dyplomatycznych przedsięwzięciach.

– Biuro, które utworzył Kerry, starało się współpracować na rozmaitych obszarach właśnie z przywódcami różnych wspólnot religijnych – mówi GN Philip Earl Steele, Amerykanin mieszkający w Polsce, historyk, prezbiterianin. – Biuro szkoliło amerykańskich dyplomatów, jak wejść we współpracę z nimi, doradzało sekretarzowi stanu, jaka jest dynamika ich wspólnot w kwestiach publicznych i politycznych. Biuro powstało w wyniku przekonania Kerry’ego, że osoby i instytucje religijne mają duży wpływ we wszystkich regionach świata, i to w niemal każdej kwestii, która jest istotna dla polityki zagranicznej USA – dodaje Steele. I jakby na potwierdzenie tych słów w tekście Kerry’ego pojawiają się takie zdania: „Wiele osób mówi o tym, jak możemy czerpać siłę z przykładu naszych wspólnot religijnych – zbyt mało jednak rzeczywiście przekłada te słowa na realne działania czy politykę. Liderzy w życiu publicznym muszą zrozumieć, że w świecie, w którym ludzie reprezentujący wszystkie tradycje religijne migrują i mieszają się jak nigdy wcześniej, ignorowanie globalnego wpływu religii wiąże się z dużym ryzykiem”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • teofanes
    31.01.2020 23:15
    To się nazywa instrumentalizacja religii do celów politycznych. Wtedy religia staje się użyteczną ideologią polityczną. W historii Europy to już wielokrotnie przerabiano, w ten sposób znakomicie osłabiając w ludziach przywiązanie do religii. Z Bogiem to nie ma nic wspólnego. Głupi pomysł.
  • spe
    02.03.2020 10:09
    Izrael jest żywotnie zainteresowany nowymi "krucjatami", które będą polegały na wykrwawianiu się chrześcijan za Żydów w wojnie z islamem. Tak się właśnie gra na sentymentach, jak na hipnotyzującej lirze, wykorzystując znajomość wierzeń drugiej strony. Jednak nie ma w tym nic chwalebnego.
  • Robert_Ab
    02.03.2020 10:41
    Naiwne podejście do polityki. Zysk z takiej polityki osiąga tylko jedna strona.
  • halinkaa
    02.03.2020 15:15
    przez rozwiewanie zabobonów narosłych z instrumentalnym wykorzystywaniem pism religijnych najwyżej, może by przejrzeli na oczy, że nie są wybrani tylko zdrowo puknięci tudzież manipulowani przez swoich, niestety u nas zamiast tego nastąpiło podobne obracanie kota biblistyczne, żeby się przypodobać zapewne, poza tym w USA mamy oficjalne wspieranie homo lobby co nieraz podkreślała ambasador, co się jakoś nie wyklucza z cytowaniem biblii na każdą ewentualność, czyli oni w sumie stosują nic nie warte interpretacje na poziomie Kali mieć krowa
Komentowanie dostępne jest tylko dla .