W społecznościach żydowskich zawsze żyli ludzie, którzy bardziej od innych byli przejęci sprawami religijnymi. Można to uznać za zjawisko typowe dla społeczności sztetli.
Nie inaczej było i w Biłgoraju. W okresie międzywojennym żyło w mieście kilka takich osób, które budziły szacunek i wyróżniły się wśród całej społeczności na tyle, że wspominano je po latach. Należał do nich Szneur Zalman Goldberg, o którym mówiono, że znał na pamięć cały Pięcioksiąg i wiele pism Talmudu. Nie wiadomo, co robił zawodowo, ponieważ zapamiętano, że modlił się i studiował codziennie od rana do wieczora, a nawet żal mu było tracić czas i uczył się także w nocy. Szneur Goldberg nie tylko studiował, lecz także pisał traktaty religijne. Podobno, aby się nie rozpraszać, modlił się i czytał na stojąco, twarzą do ściany. Wiadomo co najmniej o czterech jego pracach: Sede tewuot (Pole plonów), Szoszanei paar (Róże chwały), Chabacelet ha-szaron (Lilia Samarii) i Szirim nechmadim (Miłe pieśni). W jednej z relacji wspomniano, że przed upublicznieniem autoryzował je teologiczny autorytet – gaon z Łomży. Jego traktaty nie zostały rozpowszechnione, gdyż uległy zniszczeniu podczas Holocaustu.
Innym mędrcem w Biłgoraju z okresu międzywojennego, który poświęcił życie na studiowanie Talmudu, był Mordechaj Josef Szac. W pamięci byłych mieszkańców i on studiował całe dnie i wieczory. Podobno – choć są to relacje ludzi, którzy wspominają czas swojego dzieciństwa, więc mogą mijać się z prawdą – zajmował się dziełami Majmonidesa i kabałą. Jego dwa traktaty religijne miały zaginąć w czasie wojny. Mordechaj Szac organizował wieczorne spotkania religijne dla prostych i niewykształconych Żydów, których prowadził przez studia nad Gemarą. Piętnował publicznie (nawet krzycząc na ludzi) odstępstwa od religii i Halachy.
Znany w całym mieście i ceniony za swoją znajomość Talmudu był również piekarz Lewi Sztern. Prowadził dom modlitwy chasydów rudnickich. Należał do wszystkich możliwych organizacji charytatywnych i w każdej był aktywny. Znaną postaci w Biłgoraju był Anszel Szur, wędrowny kaznodzieja. Taka osoba była typowa i charakterystyczna dla żydowskich społeczności. Obchodził gminy żydowskie w okolicy i zarabiał przez wygłaszanie mów na zadane i okolicznościowe tematy. Musiał mieć wiedzę i zdolności oratorskie. Po pierwszej wojnie światowej, kiedy powstała Polska i utworzyły się partie polityczne, został zawodowym mówcą Agudy. Wykonywał w gruncie rzeczy taką sama pracę, tylko inny był dobór tematów. Jako ciekawostkę można podać informację, że starał się, by jego dzieci oprócz jidysz władały także hebrajskim oraz rosyjskim i polskim (jako językami urzędowymi). Szurowie nie pochodzili z Biłgoraja. Przyjechali do miasta gdzieś z Ukrainy. Jeden z autorów księgi pamięci tak pisał o synu Anszela, swoim koledze Motlu: „Był prostodusznym, gadatliwym chłopakiem, wprost mówił Żydom w turzyskiej bóżniczce, że nie znają gramatyki, popełniają błędy w modlitwie, wymawiają nieprawidłowo hebrajskie słowa i są fanatykami. Turzyscy Żydzi nie pozostawali mu dłużni. Nazywano go szajgecem i chciano go nawet wyrzucić z bóżniczki”.
Nauka i studium Tory
Z religijnością i życiem duchowym Żydów zawsze związane były edukacja i wychowanie, a jeszcze szerzej – wizja rodziny, kształtującej i wspierającej człowieka w jego poszukiwaniu Życiowej Mądrości.
W społecznościach żydowskich edukacja i nauka zawsze odgrywały znaczącą rolę. Dużą wagę przywiązywano do nauki szkolnej dzieci już od czwartego, piątego roku życia. Dorośli mężczyźni w zasadzie całe życie poświęcali na studiowanie spraw boskich, Tanachu, Talmudu i innych pism religijnych, zwłaszcza midraszy. Poza pracą zawodową i wymogami roku liturgicznego w tradycji żydowskiej dojrzały mężczyzna cały swój wolny czas powinien poświęcić studiom. A znajomość świętych pism i biegłość w ich interpretacji była w kulturze żydowskiej wartością cenioną najwyżej. Akceptowanym, a nawet uznawanym za wzorcowy i pożądany, sposobem spędzania czasu poza pracą przez mężczyzn były studia w domach modlitwy. Ciekawym zwyczajem był kest, czyli deklaracja składana przez ojca bogatej panny młodej podczas jej ślubu, że przez jakiś czas, na przykład pięć lat, będzie łożył na dom nowożeńców, aby młody małżonek nie musiał myśleć o zarabianiu pieniędzy, ale mógł się poświęcić studiowaniu Tory.
W 1923 roku na światowym kongresie religijnej partii żydowskiej Agudat Israel w Wiedniu jej przewodniczący w Polsce, rabin Meir Szapira, rzucił hasło metody studiowania Talmudu dla wszystkich wierzących Żydów. Program zakładał przeczytanie, przemyślenie, a najlepiej także przedyskutowanie w gronie wspólnie studiujących rozłożonej karty Talmudu (czyli praktycznie dwóch stron w księdze), tej samej na całym świecie. Podstawą miało być wydanie tak zwanego Talmudu Babilońskiego, opracowanego w VI wieku naszej ery. Ponieważ Talmud Babiloński liczy 2711 kart, program przestudiowania całości obliczony był na 7,5 roku, po czym zalecano powtarzać od nowa cały cykl studiów. Rabin Szapira wymyślił nazwę dla programu „Daf Jomi” – „Dzienna Karta”. Odtąd radość studiowania świętej księgi, tak ważna w żydowskiej kulturze, miała być połączona z poczuciem wspólnoty wszystkich wyznawców judaizmu i studiujących Torę, którzy w tym samym dniu na całym świecie rozmyślają nad tym samym tematem.
Kilka lat później (w roku 1930) rabin Szapira utworzył w Lublinie nowoczesną uczelnię rabinacką – największą na świecie jesziwę, która miała być podstawą do stworzenia w tym mieście wielkiego centrum myśli żydowskiej. Rabin Szapira pochodził z Galicji (choć urodził się w Mołdawii), ale centrum i bazę dla współczesnego Żydostwa Polskiego widział w Polsce środkowej, między Piotrkowem a Lublinem. Tutaj dostrzegał potencjał i zaplecze dla rozwoju ówczesnego judaizmu. Dlatego też dołożył starań, aby w 1924 roku zostać wybrany na rabina w Piotrkowie, a w 1930 roku – na naczelnego rabina Lublina.
Dla wspólnego studiowania, dyskusji i przechowywania ksiąg istniały specjalne pomieszczenia lub rzadziej budynki albo wydzielone części w synagogach (w tradycji Żydów aszkenazyjskich nazywane Bet midrasz, a przez chasydów – Schul). Liczba tych domów studiów się zmieniała i jest dziś trudna do ustalenia, gdyż częściowo były to po prostu izby w domach (mieszkaniach) pobożniejszych Żydów lub liderów danej społeczności. W Biłgoraju było ich kilkanaście. Już sama ta liczba mówi wiele o randze studiów religijnych w życiu codziennym społeczności żydowskiej. Chrześcijańscy sąsiedzi byli dużo mniej zaangażowani w życie religijne. Pomimo różnych prób podejmowanych przez Kościół katolicki (choćby nabożeństwa majowe czy ruch tercjarski od końca XIX wieku) różnica w zaangażowaniu w życie religijne obu grup była kolosalna.
Specyficzna w życiu społecznym sztetla była pozycja kobiet. Kulturowo i religijnie kobiety winny być wycofane z życia publicznego, ograniczone do opieki nad gospodarstwem domowym i odgrywania roli „jidisze-Mame” (skądinąd bardzo wysoko cenionej w skali społecznych wartości). Kobiety w sztetlu pełniły jednak ważne funkcje gospodarcze, często były handlarkami i kramarkami. Nierzadko umiały pisać i czytać (mowa o XX wieku) – choć w zasadzie jedynie w jidysz – bo od połowy XIX wieku w rodzinach należących do warstwy średniej zajmowały się także prowadzeniem ksiąg rachunkowych i rozliczeniami. Wiązało się to zresztą ze zwyczajowym decydowaniem przez kobiety o wydatkach domowych. Na początku XX wieku istniała już całkiem pokaźna, choć traktowana jako mniej wartościowa literatura dla kobiet, tak zwany szund. Wśród pakntregerów (podróżnych sprzedawców książek) istniał zwyczaj, że zawsze wozili z sobą osobną kolekcję książek dla kobiet.
*
Powyższy tekst - skrócony przez Redakcję - pochodzi z książki "Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony". Autor: Andrzej Krawczyk. Wydawnictwo: Znak Horyzont

W Turcji i Libanie. Papież o pokojowej koegzystencji z wyznawcami innych religii.
Nie sposób przygotować się na to doświadczenie. Nie jestem w stanie tego z niczym porównać.