Jeszua wraca do swoich

Rosnąca liczba Żydów mesjanistycznych jest znakiem czasu i dla narodu Izraela, i dla Kościoła. To sprawa rodzinna.

Reklama

Zacząłem czytać Nowy Testament i byłem zdumiony, że to wszystko działo się tutaj, w moim mieście Jerozolimie – mówi Eyal Friedman, Żyd, który uwierzył w Jezusa.

Nowo narodzony

Spotykamy się w Me’a Sze’arim, dzielnicy Jerozolimy zamieszkanej niemal wyłącznie przez ortodoksyjnych chasydów i ultraortodoksyjnych charedim. Nazwa dzielnicy odnosi się do plonu stokrotnego, jaki Bóg obiecał Izaakowi: „Przebywając w tym kraju, zasiał Izaak ziarno i doczekał się w owym roku stokrotnego plonu, gdyż Pan mu pobłogosławił” (Rdz 26,12). Eyal urodził się i dorastał w rodzinie niewierzącej. Judaizm odkrył tak naprawdę dopiero wraz z Ewangelią.

– Miałem bardzo dobrą rodzinę, Bóg dał mi dobre dzieciństwo, ale w pewnym momencie poczułem, że to za mało. Nie miałem żadnego pojęcia o Bogu, nie mówiło się o Nim w domu. – zaczyna opowieść o swoim nawróceniu. W tle słychać coraz głośniejszą muzykę i śpiew, trzecia świeca chanukowa zapalona…

– U mnie to był proces, który zaczął się pewnego dnia w czasie służby w wojsku. Nie modliłem się, niczego nie oczekiwałem. Po prostu nagle, w jednym momencie, stałem się wierzący. Chociaż nie wiedziałem jeszcze, w co, czy w kogo wierzę. Bóg był bardzo dyskretny. Nie przedstawił się, więc nie wiedziałem, co właściwie się stało. Wiedziałem tylko, że stałem się nową osobą. Czułem się jak nowo narodzony. Byłem okropnie głodny, a kiedy dziecko jest głodne, nie rozumie niczego, chce jeść. Ja byłem głodny duchowości. Połykałem więc wszystko, ale to wywoływało niestrawności, bo nie wybierałem najlepszego pożywienia, błądziłem po różnych nurtach duchowych. Minęło jeszcze parę lat, zanim tak naprawdę pomodliłem się po raz pierwszy w życiu. Nie wiedziałem, do kogo wołam, ale wołałem o pomoc, żeby zrozumieć. I Bóg chyba czekał na ten moment. Nagle bowiem spotkałem Benjamina Bergera [również Żyda mesjanistycznego]. Dziś to mój duchowy ojciec. Zaczęliśmy razem czytać Nowy Testament, patrzyłem na krzyż i czułem, że osoba Jezusa fascynuje mnie, a to, co czytam, jest prawdą. I ze zdumieniem odkryłem, że to wszystko działo się tutaj, w Jerozolimie! – Eyal ciągnie swoją opowieść.

Nawet nie zauważyliśmy, że gwar świętowania na ulicy już dawno ucichł. Eyal wspomina, że kiedy czytał starotestamentowe zapowiedzi o Mesjaszu, poczuł, że nie może zaprzeczać temu, że to jest prawda. – Kiedy dotarłem do słów: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”, musiałem podjąć decyzję, czy przyjmuję to za prawdę, czy uznaję Go za kłamcę. Czułem, że z mojego serca spadła zasłona, ta, o której pisze św. Paweł. Musiałem przyznać, że Jezus jest tym, kim mówi, że jest. I musiałem wykonać konkretny krok, wiedziałem, że jeśli w tym momencie nie uznam Jezusa za Mesjasza, to już nigdzie dalej nie pójdę. To okazało się najtrudniejsze. Bo chociaż wyrosłem w rodzinie niewierzącej, nie miałem żadnych problemów z Jezusem, blokowała mnie w sercu jakaś bariera. Żeby to zrozumieć, musisz wiedzieć, że w Izraelu na Jezusa mówi się „Jeszu”, zamiast właściwego imienia Jeszua. „Jeszu” to jest coś w rodzaju przekleństwa i oznacza życzenie, by Jego imię i pamięć o Nim była wymazana. Odkryłem, że to duchowe dziedzictwo Żydów jest też we mnie. Ale dzięki długiej modlitwie moich przewodników oddałem życie Jezusowi i wypowiedziałem to imię: Jeszua. I to był początek procesu mojego uzdrowienia – Eyal nie spogląda już na zegarek.

W Me’a Sze’arim robi się coraz ciszej. Następnego dnia sąsiedzi zapalą czwartą świecę chanukową.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama