Pogranicze w ogniu

Czy po ostatnich wydarzeniach w Strefie Gazy można bezpiecznie podróżować do Ziemi Świętej?

Najprościej odpowiedzieć pytaniem: a czy „ostatnie wydarzenia” tak bardzo różnią się od tego, co nęka ten region od kilkudziesięciu lat?

„Proces pokojowy w Ziemi Świętej już nie istnieje”. Takich słów użył (w wywiadzie dla Radia Watykańskiego) bp Giacinto-Boulos Marcuzzo, wikariusz łacińskiego patriarchatu Jerozolimy dla Palestyny, komentując krwawe starcie wojsk izraelskich z Palestyńczykami w Strefie Gazy w dniu, w którym Stany Zjednoczone formalnie otworzyły swoją ambasadę w Jerozolimie.

Właściwie do słów bp. Marcuzzo można by od razu dodać komentarz, że proces pokojowy tak naprawdę nigdy nie istniał. Z prostego powodu: Palestyńczycy i większość krajów muzułmańskich nie są w stanie uznać samego faktu istnienia Państwa Izrael. Sam zainteresowany też, niestety, podgrzewa i tak gorącą atmosferę, zwłaszcza od czasu przejęcia władzy przez prawicę z premierem Benjaminem Netanjahu na czele... Kilka dni po masakrze w Strefie Gazy dostałem mejla od znajomego Żyda z Jerozolimy. Choć sam całym sercem wspiera swój naród, potrafi też krytycznie spojrzeć na to, w jaki sposób jego władze traktują Palestyńczyków. „Wierzę, że Bóg – napisał – ma jakieś rozwiązanie dla tej patowej sytuacji, ale niestety chyba żadna ze stron konfliktu nie zdaje sobie z tego sprawy i nie próbujemy się zrozumieć”.

Palestyńskie prowokacje

Faktem jest, że tzw. społeczność międzynarodowa od zawsze stosuje podwójną miarę w ocenie tego konfliktu: teraz również ONZ wezwała Izrael do „zaprzestania masakry”, ale nie było słychać równie stanowczych wezwań do tego, by palestyński Hamas zaprzestał wysyłania Palestyńczyków po to, by szturmowali granicę z Izraelem. W światowych mediach – powtarzających jednoznaczny antyizraelski przekaz – rzadko można usłyszeć, że ta masakra w punkcie wyjścia była efektem cynizmu Hamasu: jednoznaczne wezwanie i zachęta do ataku, zapowiedzi jednego z liderów, że tego dnia wielu braci przeleje męczeńską krew – to wszystko pokazuje, że Palestyńczycy chcieli rozróby i dobrze ją zorganizowali.

„Społeczność międzynarodowa” nie rejestruje takich „drobnostek” jak to, że wśród zastrzelonych przez siły izraelskie byli również Palestyńczycy próbujący zdetonować bomby. Próżno też szukać w stacjach telewizyjnych nagrania, które wymagałoby przynajmniej zniuansowania odpowiedzialności za konflikt: oto bowiem na jednym z nich widać, jak palestyński ojciec każe swojemu – na oko 4-letniemu – synowi, trzymającemu flagę palestyńską, podejść do stojących naprzeciw żołnierzy izraelskich i rzucać w nich kamieniami. Słowa, które przy tym wypowiada, wyraźnie prowokujące Żydów, budzą grozę: „Zastrzelcie go”, krzyczy, niemal wrzucając swoje dziecko w stronę żołnierzy. „Nie bój się ich, pozwól im siebie zastrzelić, podnieś flagę”. Chłopiec, nie do końca chyba świadomy szaleństwa ojca, podchodzi z flagą do żołnierza, który próbuje obrócić to w żart, zagadać młodego, w tle jednak słychać agresywne nawoływania ojca… W końcu chłopiec bierze kamienie i bezwiednie rzuca przed siebie, nie trafiając w żołnierzy… Ta scena akurat na szczęście nie kończy się żadną masakrą (która miałaby być kolejną ustawką służącą jako dowód przeciwko Izraelczykom), ale w tym samym czasie na innym odcinku granicznym starsi koledzy tego 4-latka, od lat wychowywani w nienawiści do Żydów, już zdecydowanie i na serio szturmowali granicę. Oglądając to nagranie, przypomniały mi się słowa Goldy Meir, „żelaznej damy” i pierwszej kobiety na stanowisku premiera Izraela: „Pokój nadejdzie, gdy Arabowie pokochają swoje dzieci bardziej niż nas nienawidzą”.

Getto

Po drugiej stronie granicy widzą to inaczej: Izrael jest okupantem, a my chcemy tylko wrócić do swoich domów – mówią Palestyńczycy. Frustrację pogłębia izraelska blokada, która zamieniła Strefę w prawdziwe getto. W ten sposób odcięci od świata i środków do życia Palestyńczycy płacą zbiorowo nieludzką cenę za radykalizm i terroryzm Hamasu. Bo Izrael, nękany od dekad atakami terrorystycznymi i rakietami wysyłanymi z tego terytorium, ma prawo się bronić. Pytanie jednak, czy odpowiedzialność zbiorowa stosowana wobec Palestyńczyków jest jedynym wyjściem. 1,5 mln ludzi jest zamkniętych na obszarze niewiele większym od Krakowa, o połowę mniej ludnego. Publikowane przez Biuro ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) raporty pozwalają zrozumieć rozmiar tragedii Palestyńczyków po wprowadzeniu pełnej blokady przez Izrael w 2007 roku. Blokada uderzyła najpierw w import i eksport. Już po 2 latach wwóz towarów do Strefy Gazy wynosił zaledwie jedną piątą stanu sprzed blokady. Władze Izraela zakazały przede wszystkim importu materiałów budowlanych i przemysłowych, co skutecznie uniemożliwiło odbudowywanie domów ze zniszczeń wojennych. Szczególnie dotkliwe okazało się to po izraelskiej operacji „Płynny Ołów” na przełomie 2008 i 2009 roku. Celem miała być infrastruktura Hamasu, co w dużej części się udało, ale bombardowania dotknęły także szpitale, domy i meczety – rząd Izraela tłumaczył potem, że były to składowiska broni. Zakazano jednak również importu paliwa, żywego inwentarza i środków nawadniających ziemię uprawną.

O ile zakaz importu różnych towarów można „usprawiedliwić” obawą Izraela przed dostarczaniem broni Hamasowi, o tyle zakaz eksportu towarów na zewnątrz jest już trudny do wybronienia – to pozbawiło dochodów głównie tysiące rolników. Kolejny problem to strefy buforowe, które uniemożliwiają przygranicznym rolnikom uprawę, a rybakom z wybrzeża połów. Według narzuconej przez Izrael zasady nie można uprawiać ziemi w promieniu 300 m od granicy. Do naruszających ten dystans Palestyńczyków wojsko izraelskie regularnie strzelało „ostrzegawczo”, ale od tych ostrzeżeń zginęło już co najmniej kilkadziesiąt osób, w tym dzieci. Z kolei rybacy na wybrzeżu nie mogą łowić dalej niż 3 mile od brzegu. Według OCHA ponad milion mieszkańców Strefy ma poważny problem z dostępem do jakiejkolwiek żywności.

To już jest koniec?

Przy całej złożoności sytuacji trudno pogodzić się ze stosowaną przez Izrael zasadą zbiorowej odpowiedzialności. Trudno też jednak wytłumaczyć użycie w ostatnim przygranicznym starciu nieproporcjonalnych środków. To prawda, że Izrael od 70 lat musi odpierać kolejne ataki ze strony wrogich sąsiadów. Tym razem jednak, poza koniecznym unieszkodliwieniem zamachowców, Izrael użył całkowicie nieproporcjonalnych środków wobec w większości jednak bezbronnej ludności. To może wywołać albo kolejną Intifadę (powstanie) palestyńską przeciwko Izraelowi, albo – biorąc pod uwagę szerszy kontekst, czyli narastający konflikt z Iranem – jeszcze poważniejszą wojnę w regionie. Możliwe, że jedną z ostatnich rzeczy, która trzyma jeszcze ten region przy życiu, powstrzymując obie strony przed totalną konfrontacją, są napływający ciągle pielgrzymi z całego świata. Z tego żyją i Żydzi, i Palestyńczycy. To oczywiście nie jest w stanie zapewnić realnego pokoju, ale najwidoczniej jest jakimś minimum w przeciąganiu kruchego i przerywanego kolejnymi atakami „zawieszenia broni”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.