Przez ścianę

Ortodoksyjna komedia romantyczna.

Komedia romantyczna – z jednej strony należy do najpopularniejszych gatunków filmowych, z drugiej zaś do… najbardziej (do bólu!) schematycznych. Bo też niewielu twórców decyduje się na przełamywanie jej konwencji, wychodząc z założenia, że skoro coś sprawdziło się raz, drugi, trzeci, to i, zapewne, sprawdzi się raz jeszcze (patrz kolejne odsłony polskich „Listów do M”).

Są jednak tacy reżyserzy i scenarzyści, dla których ważniejsza jest oryginalność, odciśnięcie własnego piętna, próba odnowienia gatunku. Przykłady? Ot chociażby Woody Allen, który w „Annie Hall”, czy „Manhattanie” pożenił klasyczny kom-rom z filmem intelektualnym, lub Mike Newell i Richard Curtis, którym w kultowym „Cztery wesela i pogrzeb” udało się nie tylko wzruszyć i rozbawić widzów, ale także stworzyć swoiste studium angielskiej duszy, flegmy, mentalności.

Podobnie ma się sprawa z Ramą Burshtein, izraelską reżyserką, która w swoich filmach zabiera nas do świata ortodoksyjnych żydów. Zazwyczaj łączy się ją z tzw. kobiecym kinem haredi, a więc filmami, które pobożne żydówki kręcą dla innych pobożnych żydówek. Często bywa też tak, że tylko one mogą je oglądać, a w produkcjach tych nie występują żadni mężczyźni.

„Przez ścianę” z 2016 roku nie jest filmem aż tak radykalnym, gdyż obok aktorek pojawiają się także aktorzy (m.in. Jonathan Rozen, który w „Monachium” Stevena Spielberga wcielił się w Ehuda Baraka), ale pod względem tematyki, jest to jak najbardziej kino kobiece, a przy tym „mocno religijne”, bo przecież niemal wszystko kręci się tu wokół Boga, judaizmu i żydowskich tradycji.

Główną bohaterką filmu jest Michal, w którą wciela się Noa Kooler. To trzydziestoparoletnia ultraortodoksyjna żydówka, która bardzo chciałaby już wyjść za mąż i mieć dzieci (niezwykle ważna sprawa w społeczności wielodzietnych ortodoksów), ale niestety, wciąż nie potrafi znaleźć tego jednego jedynego. A kiedy już prawie się udaje - z upragnionym narzeczonym uczestniczy nawet w degustacji potraw na przyjęcie weselne - mężczyzna wyznaje, że jej nie kocha, więc ślubu nie będzie.

Mikal godzi się z odejściem narzeczonego, ale nie odwołuje przyjęcia weselnego. „Mam salę, suknię, mieszkanie. Dla Pana znaleźć mi męża to pestka” – twierdzi kobieta i rzuca się w wir kolejnych randek, licząc na to, że Bóg dokona kolejnego chanukowego cudu. Wesele ma się bowiem odbyć w ósmym dniu żydowskiego święta chanuka, obchodzonego na pamiątkę cudu, który dokonał się za czasów Judy Machabeusza (po odzyskaniu zbezczeszczonej świątyni jerozolimskiej Juda chciał dokonać jej rytualnego oczyszczenia, jednak dysponował bardzo małą ilością oliwy, która mogła się palić tylko przez jeden dzień. Wtedy jednak nastąpił cud: wystarczyło jej na osiem dni, po których gotowa była już nowa oliwa – biblijny symbol obfitości, wiary i Ducha).

Czy podobny cud może zdarzyć się w XXI wieku? Członkowie rodziny są sceptyczni, rabin też „nie bardzo to widzi” (- Wywierasz na Boga presję. Próbujesz Go zmusić do czegoś…). Mikal jest jednak przekonana, że jeśli będzie wierzyć i ufać bezgranicznie, Pan sprawi, że w dniu ślubu pojawi się mężczyzna, który wraz z nią stanie pod chupą, zawierając związek małżeński.

Czy tak rzeczywiście będzie? Tego, rzecz jasna, Państwu nie zdradzę. Zapewniam jednak, że do ostatniej sceny film trzyma w napięciu.

Warto obejrzeć!   

*

Zwiastun filmu poniżej:

Curzon Through the Wall trailer - in cinemas & Curzon Home Cinema from 16 December 2016

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.