Sąd nad Bogiem

Czy to naprawdę wydarzyło się w Auschwitz?

„God on Trial” – taki tytuł w oryginale nosi ten telewizyjny obraz z 2008 roku, który u nas znany jest jako „Sąd nad Bogiem” lub „Bóg przed sądem”. I to właśnie temu wstrząsającemu zdarzeniu, do którego miało dojść w czasie II wojny światowej, reżyser Andy De Emmony poświęcił niemal cały swój film.

Co prawda jego opowieść zaczyna się we współczesnym Oświęcimiu (wycieczkowe autokary podjeżdżają pod obóz; kolejni zwiedzający po raz pierwszy przekraczają bramę Auschwitz), ale jest wśród nich także starszy mężczyzna, który kiedyś tu już był. Jako więzień, a także jako świadek – świadek procesu wytoczonego samemu Bogu.

Bohater, we wspomnieniach, zaczyna wracać do tamtej bezprecedensowej w dziejach ludzkości chwili, a my, dzięki kolejnym retrospekcjom, przenosimy się do obozowego baraku w którym rabinacki sąd wytoczył proces Stwórcy.   

Powodem był rzecz jasna Holokaust, cierpienia narodu żydowskiego. „Czy nadal jesteśmy jego ludem? Narodem wybranym, skoro przydarzają nam się takie rzeczy?” – pytają kolejni więźniowie. Jedni tracą wiarę, inni gorliwie się modlą. Jedni bluźnią, inni recytują z pamięci fragmenty Tory (przywołują historie biblijnych bohaterów, analizują kary zsyłane przez Boga, grzechy króla Saula, perypetie Mojżesza) – wszystko po to, by udowodnić winę lub niewinność Jahwe...

Można wręcz uznać „Sąd nad Bogiem” za film biblijny. Gęsty od cytatów i oparty na błyskotliwych dialogach, wypowiadanych przez świetnych, przede wszystkim brytyjskich aktorów, takich jak Dominic Cooper, Eddie Marsan, Jack Shepherd, czy Rupert Graves. Ale pojawiają się tutaj także przedstawiciele innych nacji: jest najbardziej chyba rozpoznawalny Stellan Skarsgård, jest André Oumansky, czy Agnieszka Liggett.

Warto także dodać, że autorem zdjęć do filmu jest Wojciech Szepel. Zdjęć oszczędnych, stonowanych – zupełnie innych niż te, których autorem był Janusz Kamiński w słynnej, oscarowej „Liście Schindlera”. U Spielberga estetyzacja - u De Emmony’ego zwykła rejestracja. A jednak ogląda się ją w ogromnym napięciu – zwłaszcza wtedy, gdy wśród żydowskich więźniów pojawia się pokusa zerwania przymierza z Bogiem. Dlatego, że ich zawiódł. Dlatego, że teraz jest z nimi, z nazistami (to oni mają przecież na klamrach swoich pasów napis „Gott mit uns” – „Bóg z nami”).

Podobnych, mocnych scen jest w tym filmie dużo, dużo więcej. Padają w nich pytania: o zło na świecie, o cierpienie, o sens życia, relację Bóg-człowiek… To, po prostu, trzeba zobaczyć (w ostatnim czasie film regularnie pojawia się na antenie BBC First - warto śledzić ramówkę tej stacji). 

*

Tekst z cyklu ABC filmu biblijnego oraz Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»
  • tomak
    15.07.2019 12:27
    Pana Boga nigdy o nic nie należy oskarżać. Trzeba się raczej zapytać samego siebie (także w wymiarze społecznym, narodowym) czy nie zgrzeszyłem odstępując od Niego, porzucając Go na rzecz innych bogów (w tym ateizmu). Jeśli ktoś porzuca Boga, to nie może się skarżyć, że Bóg go opuścił.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.