Koncern Moona

Jaki pracownik jest najtańszy i najbardziej wydajny? Taki, który nie żąda nic dla siebie bo bezgranicznie ufa, że będzie zbawiony, wypełniając polecenia szefów. Taki, który pracuje kilkanaście godzin na dobę wierząc, że służy wielkiej idei. Takich pracowników ma w swych firmach koreański inżynier Sun Myung Moon, jeden z najbogatszych ludzi na świecie. Wciąż szuka kolejnych...

I widzę, że ludzie, którzy tam są wszystko relatywizują. Gdy odchodziłam powiedziano mi, że nieważne w co wierzysz, nawet w dywan można wierzyć, byleby dobrze postępować. Gdy człowiek się zagłębia widzi te sprzeczności, natomiast na pierwszy rzut oka mówi się o miłości, to jest to bardzo ładne. Ponieważ do tamtej pory nie spotkałam się z żywym Kościołem, myślałam, że w Kościele dużo się mówi, a mało robi. Kościół był dla mnie martwy, kojarzył się z hipokryzją, nie widziałam miłości, natomiast, gdy poszłam tam, widziałam, że oni autentycznie żyją tym, o czym mówią, starają się kochać człowieka itd. Na pewno też miałam potrzebę akceptacji, bo byłam bardzo niedowartościowana.

Moon twierdzi, że jest mesjaszem. Mówi się o tym na końcu, ja zaś wiedziałam o tym na początku, natomiast po wysłuchaniu pierwszego wykładu (werbowanie członków polega na słuchaniu wykładów) stałam się bezkrytyczna, po prostu przyjmowałam. Krytycyzm pojawił się później i cały mechanizm polegał na tym, że ponieważ człowiek tak wiele zainwestował, tak bardzo w to uwierzył, to gdy bywały drobne sprzeczności to się mówiło: "ale to i to jest najważniejsze i ta drobna sprzeczność się nie liczy". I tak te wszystkie sprzeczności się odrzuca, bo są mniejsze w porównaniu z główny celem. Jeśli chodzi o wyjątkowość: nie mówi się wprost, że jesteśmy wyjątkowi, lecz, że jest wiele dróg, wielu ludzi dobrych, ale ostatecznym wnioskiem, choć nie powiedzianym wprost, jest: "jesteśmy wyjątkowi, a przez wszystkich innych działa szatan". Każdy myślący człowiek wysnuje to sobie na podstawie tego, co się mówi odnośnie świata oraz to, że się mówi: "my robimy wiele dobrego, służymy mesjaszowi czyli chcemy pomagać ludziom. Mamy poczucie wyjątkowości, przez samo bycie jesteśmy cząstką tego dzieła". Natomiast okazuje się w końcu, że się nic nie robi.

Bałem się prania mózgu
Relacja studenta z Krakowa, który miał kontakt z ruchem Moona

"Pewnego dnia, śpiesząc się gdzieś jak zwykle, zobaczyłem na tablicy ogłoszeń w przejściu podziemnym (pod skrzyżowaniem ulic Westerplatte i Lubicz w Krakowie) ogłoszenie w dwóch językach: angielskim i japońskim: "nauczę japońskiego w zamian na informacje o Polsce" Był podany telefon i imię. Jestem bardzo ciekawskim człowiekiem i lubię poznawać nowych ludzi, więc zadzwoniłem. Umówiliśmy się. Na pierwszym spotkaniu trochę pogadaliśmy, nauczyłem się kilku podstawowych słów i wyrażeń po japońsku – ogólnie great. Na następnych zajęciach zaproponował mi abym wpadł kiedyś do niego do domu, bo urządzają tam English Open Forum i dyskutują sobie na różne tematy. Zgodziłem się i pewnego razu przyszedłem. Było fajnie, gadaliśmy na temat symboli, innym razem na temat ewangelizacji w Indiach. Zawsze po tym forum byłem zapraszany na kolację, nie odmawiałem - wiadomo student biedne zwierzę. Wydaje mi się, że nawet się zaprzyjaźniliśmy.

Pewnego razu mój nauczyciel japońskiego zaproponował mi wyjazd do Danii, aby zarobić trochę kasy. Odmówiłem mu, bo nie miałem czasu, ale podsycił we mnie ogień, ponieważ kocham podróże. Przez chwilę się wahałem, naprawdę... jeszcze chwila, a bym pojechał. Jednak kolokwium z chemii przeważyło i dobrze, że się tak stało. Kiedy mu odmówiłem, powiedział, żebym miał na uwadze jego propozycję, bo w styczniu planuje wyjazd do Finlandii... pozostawię to bez komentarza (ja po prostu kocham podróże, i kiedy mi ktoś proponuje wyjazd, a ja nie mogę, to mnie krew zalewa).

W przedłużony weekend, kiedy było Święto Niepodległości, zaprosili mnie na wieś, do swojego domku. Dla ułatwienia krakowiakom powiem, że jest to Glanów, niedaleko Wolbromia. Wpadłem tam tylko na chwilę, bo nie miałem za dużo czasu... ach nauka. Ich przywódca (nosił pierścień na ręce z promieniującym słońcem) mówił tam na temat Boga, właściwie natury Boga. Nieco to odbiegało od tego, o czym zazwyczaj dyskutowaliśmy na English Open Forum - nie chciałem tego specjalnie słuchać, i po godzinie pojechałem do domu. Zacząłem nabierać podejrzeń w stosunku do nich. Wynajmują mieszkanie, a płaci im za to "sponsor z Niemiec". Ich szef, tzn. osoba, która się wszystkim opiekuje, wygłasza różnego typu wykłady, przewodniczy na English Open Forum, nosi pierścień (ten o którym już pisałem). Ten pierścień dostał na uroczystości ślubu kilku tysięcy par gdzieś chyba w Korei, która to uroczystość miała tam miejsce w 1997 (chyba, nie jestem pewien). Nosi to nazwę Blessing. Obecnie przygotowywują się do Blessing '2000. Zresztą mój nauczyciel japońskiego też brał udział w tej uroczystości, jednak on nie miał takiego pierścienia. Mieszkają w międzynarodowym towarzystwie – Hindus (szef), Japończyk, Węgier, Chorwat, Rumun i kilku Polaków oraz Polek. Takie właśnie międzynarodowe towarzystwo poza możliwością podróżowania, skusiło mnie najbardziej.

Kiedyś mój teacher pokazywał mi prospekty ich organizacji, gdzieś między kartkami znajdował się formularz wstąpienia do ich organizacji. Było tam kilka podpunktów. Oprócz standardowych danych osobowych, było napisane, że uznaję, świętą rodzinę za najwyższą jednostkę społeczną; uznaję, że moje życie będzie świadectwem życia ku zbawieniu w Królestwie Niebieskim, i jeszcze coś, czego nie jestem już sobie w stanie przypomnieć. Kiedy pytałem się mojego teachera co to za organizacja w której on się znajduje – mówił, że jest w The Family Federation for Peace and Unification i że ich zadaniem jest szerzenie pokoju na świecie poprzez edukację, że pokój w rodzinie to pokój na świecie. Mówił mi że do ich organizacji należą takie osobistości jak Michaił Gorbaczow, George Bush, wielcy ludzie kultury i nauki z całego świata.
Bałem się, że jak się bardziej z nimi zaprzyjaźnię, to mogę już stamtąd nie wyjść, że będę miał jakieś pranie mózgu, etc. Cholera, czemu kiedy spotkałem otwartego człowieka i przyjaźnie do mnie nastawionego, to musiał on należeć do sekty... ja mam szczęście.

Wiem, że nie jest to najlepszy opis "rekrutacji", bo jak widzisz rekrutacja to nie była, jedynie chyba wstęp, poznanie. Ale to przestroga. Niech ludzie nie ufają nikomu od razu, niech pomyślą dziesięć razy i niech dzielą się każdą informacja z innymi. Doświadczenie kogoś innego może wiele pomóc.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama