Religia, polityka, podziały. To, co się dzieje na Ukrainie będzie mieć ogromne konsekwencje dla Polski i regionu

Zwycięstwo Poroszenki na Ukrainie byłoby najbardziej korzystne z punktu widzenia polskiego biznesu. Zanosi się jednak na wygraną komika Wiktora Zełeńskiego - uważa dr Jarosław Kit.

W ciągu ostatnich pięciu lat w Europie Środkowo-Wschodniej miało miejsce wiele zmian geopolitycznych. Aneksja ukraińskiego Krymu przez Federację Rosyjską oraz wojna w Donbasie ujawniły szokujące skutki próby odnowienia Imperium Rosyjskiego. Drugim, bardzo znaczącym historycznie wydarzeniem jest usamodzielnienie się ukraińskiej cerkwi prawosławnej, którego początkiem stało się nadanie tomosu przez Konstantynopol. Jednak obecna sytuacja polityczna, tzn. wybory prezydenckie i ogólne zagrożenie suwerenności nie dają konkretnej wizji, do jakiej przyszłości dąży Ukraina.

Wyniszczający ateizm i odrodzenie religijne

Wielkim stereotypem co do określenia religijnej sytuacji jest twierdzenie, że Ukraina jest państwem prawosławnym. Zgodnie z badaniami z 2017 r., ponad 2/3 obywateli uważa się za prawosławnych, 8 proc. za greko-katolików. Obywateli obrządku rzymskiego zalicza się przez socjologów ukraińskich do mniejszości religijnych, w tym także muzułmanów i Żydów. Prawosławni są większością we wszystkich regionach oprócz zachodniego, gdzie ich liczebność wynosi 58 proc., a greko-katolików 35 proc.

Mieszkańcy obwodów zachodnich są bardziej religijni. Oczywiście to skutek wpływu agresywnej polityki władzy radzieckiej, która ostro walczyła z Ukraińcami na wschodzie i południu od lat 30. XX w. Faktycznie, przez Wielki Głód i represje wyniszczono 70 proc. mieszkańców wsi - najbardziej praktykującej religijnie społeczności.

W 1946 r. władze radzieckie przeprowadziły tzw. sobór prawosławny, skutkiem czego zlikwidowano Kościół greckokatolicki. De facto w Związku Radzieckim działała legalnie tylko Cerkiew prawosławna, sterowana przez patriarchat moskiewski. Odrodzenie Kościoła ukraińskiego zaczęło się od 1990 r. Wbrew pozorom nie odbywało się to pokojowo. Wierni Kościoła greckokatolickiego, katolicy obrządku łacińskiego i prawosławni walczyli o mienie kościelne zwracane przez aktualne władze. Na wsiach dochodziło do bójek pośród ludzi, którzy nie zgadzali się na pozostanie bez miejsca modlitwy. Lata 90. ubiegłego wieku to również czas budowy wielu nowych cerkwi we wszystkich bez wyjątku obwodach Ukrainy, to odrodzenie synagog i odnowienie miejsc pamięci. Droga do uznania autokefalii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (dalej UKP) od 1991 r. tzn. w Ukrainie niepodległej, była otwarta.

Czy aktualne wybory prezydenckie zmienią polaryzację systemu wartości mieszkańców Ukrainy?

W okresie wojny na Bałkanach 1992-1995 ujawnił się ciekawy kulturowy fenomen - kilkukrotne zwiększenie ilości osób wierzących na terenach objętych konfliktem. Utożsamianie się z poszczególnymi grupami religijnymi również wyznaczało narodowość walczących stron. Jednak dla Ukrainy taki przykład jest niezupełnie odpowiedni. Tylko prawosławni patriarchatu moskiewskiego uważają za obowiązek „bronić wartości Russkogo Mira”. Z kolei u migrantów ukraińskich w Polsce nad religijną przynależnością przeważa przynależność językowa. To nie oznacza, że język ojczysty jest dla nich ważniejszy niż obrządek, więc to ciekawe zjawisko z punktu widzenia antropologii kulturowej. W Ukrainie od czasu rozpoczęcia walk na Wschodzie zmienia się ilość wierzących. I tak: w 2014 r. było ich 76 proc, w 2016 r. – 70,4 proc, a w 2017 r. – już 67,1 proc.

Kościół zawsze miał decydujące znaczenie w życiu narodu ukraińskiego. Poniekąd to dzięki Kościołowi udało się przetrwać w czasach grozy. Więc dla władz rosyjskich (carskich, radzieckich, putinowskich) Kościół ukraiński był i pozostaje ważnym celem. Jeśli nie można go zniszczyć, to trzeba go podporządkować.

Czym jest niezależność Kościoła prawosławnego dla Ukrainy?

W latach 2017-2018 władze państwowe Ukrainy zajmowały się działaniami (w tym konspiracyjnymi) na rzecz uznania autokefaliczności UKP. Historycznie ten proces trwał od końca XVII w., kiedy Cerkiew prawosławna ziem ukraińskich trafiła pod moskiewski wpływ. Ogólnie rzecz biorąc, ukraińscy prawosławni będąc pod zaborem rosyjskim nie mieli niepodległej cerkwi. A w okresie radzieckim cerkiew podporządkowana była KGB i organom nadzorującym. Do dzisiaj wśród wielu osób starszego pokolenia chodzą pogłoski o batiuszkach - agentach służby bezpieczeństwa. W wielu wypadkach jest po prawda. 

Dla władzy Federacji Rosyjskiej podjęcie wojny z Ukrainą wiązało się z faktem współpracy ukraińskiej Cerkwi prawosławnej z patriarchatem moskiewskim. Duchowni tegoż patriarchatu nie tylko są narzędziem otwartej antypaństwowej propagandy, ale współpracują z rebeliantami separatystycznych republik Lugańskiej i Donieckiej. Dla prezydenta Putina cerkiew prawosławna stała się ważnym narzędziem wpływu, ingerującym w interesy geopolityczne. Przykładem jest organizacja spotkania zwierzchnika patriarchatu moskiewskiego Cyryla w Hawanie z papieżem Franciszkiem. Wizyta na koszt państwa i przelot samolotem prezydenckim wiele mówi o zaangażowaniu władzy w działalność Cerkwi.

Wszystko, co związane z tomosem (dekretem o autokefalii) podczas pierwszych miesięcy po podpisaniu, oznacza ideologiczne przeformatowanie całej prawosławnej przestrzeni państwa ukraińskiego. Całego terytorium, włączając separatystyczne obwody oraz Krym po aneksji.

Od razu po pierwszej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie, rosyjska cerkiew prawosławna zwróciła się do ekumenicznego patriarchatu Konstantynopola z prośbą o odwołanie decyzji nadania autokefalii UKP. To może świadczyć o sytuacji, w której Federacji Rosyjskiej wygodnie jest podtrzymywać podziały konfesji religijnych Ukrainy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg